Ads 468x60px

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc pisze się wierszem

Wielkanoc to dla wielu czas wyjątkowy. Dla mnie to moment niezwykle duchowy, kiedy mam okazję na moment się zatrzymać i pomyśleć o rzeczach, które przez resztę roku przeciekają przez palce, dlatego właśnie teraz ważne są dla mnie wiersze. Dziś mam więc dla Was kilka wersów, które udało mi się odszukać. Oczywiście mam świadomość, że nie każdy z Was tak pojmuje te kilka dni wolnego, ale mam nadzieję, że będzie to dobra okazja do rodzinnych spotkań i naładowania akumulatorów na kolejne tygodnie i tego Wam życzę.

sobota, 28 marca 2015

Droga do złota: Atak na szczyt

Katowicki Spodek
(fot. Jan Mechich)
W życiu niemal każdego sportowca są szczególne chwile, które często nie dają porównać z żadnymi innymi momentami kariery. Dla polskich siatkarzy takim wydarzeniem były Mistrzostwa Świata organizowane w naszym kraju. Z pewnością żaden z naszych zawodników, wybiegając na wypełniony po brzegi Stadion Narodowy nie myślał, że niemal cztery dekady wcześniej Złota Drużyna pod wodzą Huberta Jerzego Wagnera, w dalekim Meksyku walczyła o prymat na świecie. Czyżby piękna historia, która wówczas się wydarzyła, miała się powtórzyć? Odpowiedź przyniosły trzy niezwykle emocjonujące tygodnie.

piątek, 13 marca 2015

Maria Nurowska - Zabójca

Autor: Maria Nurowska
Tytuł: „Zabójca"   
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-24028-73-3
Data wydania:  13 stycznia 2014
Liczba stron: 270
Strona autorki: http://www.marianurowska.com.pl
Życie każdego czytelnika bywa czasem zaskakujące. Przekonałam się o tym całkiem niedawno, gdy w ramach Dyskusyjnego Klubu otrzymałam książkę, która miała być bohaterką kolejnego spotkania. Sugestywny tytuł i kontrastująca z nią delikatna (a może nieco intymna) okładka już na starcie wzbudziły we mnie pewną dezorientację. Nie byłam w tym uczuciu osamotniona, bo od miłej osoby usłyszałam pytanie czy powinna czytać „Zabójcę”, jeżeli raczej nie przepada za kryminałami i horrorami. Szczerze mówiąc, pewnie teraz po przeczytaniu całej pozycji, wciąż nie mogłabym jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.
Joanna Padlewska to młoda dziennikarka jednej z bardziej poczytnych ogólnopolskich gazet. Podczas podróży do Zakopanego, by przeprowadzić kolejny wywiad, jej uwagę zwraca współpasażer siedzący przy oknie. Wydawałoby się zwykły mężczyzna w średnim wieku, który jest niechętny do jakiejkolwiek konwersacji, staje się dla dziewczyny kimś fascynującym. Reporterka może pod wpływem instynktu, bądź poczucia niedostępności postanawia śledzić nieznajomego. Informacje, które uzyska zmienią nie tylko jej karierę, lecz także dotąd uporządkowane życie.

piątek, 27 lutego 2015

Renata Klamerus - Tami z Kapadoclandii

Autor:   Renata Klamerus
Tytuł: „Magiczna Kapadoclandia"
Wydawnictwo:  Novae Res
ISBN: 9788379424665
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 308
Cykl: Tami z krainy pięknych koni: tom 2
Wszyscy, którzy nieco znają moje czytelnicze przyzwyczajenia, doskonale wiedzą o tym, że mam pewne zasady dotyczące książek. Reguły wypracowałam sama przez lata, czytając i wyrażając swoje zdanie o przeróżnych publikacjach. Rzadko zdarza mi się je łamać, stąd chyba nikt nie umiałby mnie przekonać bym świadomie kupiła pozycję tylko ze względu na imponującą okładkę czy obejrzała ekranizację bestselerowej powieści przed uprzednim sięgnięciem po pierwowzór literacki. Akurat ta ostatnia reguła sprawia, iż ciągle uciekam przed kolejnymi pokazami takich klasyków, jak „Skazani na Shawshank” bądź „Ojciec chrzestny”. Jeśli chodzi o cykle literackie, staram się nie zaczynać od środka serii nawet, kiedy mam świadomość, że w zasadzie mogłabym rozpocząć książkę od dowolnego tomu przygód głównego bohatera bez utraty jakiegoś ważnego wątku. Tak mogłoby być w przypadku kryminałów. Mam jeszcze jedno specyficzne przyzwyczajenie. Nigdy nie czytam kolejnych części bezpośrednio po sobie, gdyż boję się, iż autor mi się szybko znudzi lub zbyt świeże emocje po poprzedniej lekturze będą za bardzo rzutować na emocje przy analizie kontynuacji. Tym razem jednak uległam czarowi wyjątkowego świata stworzonego ręką Renaty Klamerus.

środa, 18 lutego 2015

Mitch Albom - Zaklinacz czasu

Autor:  Mitch Albom
Tytuł: „Zaklinacz czasu"
Tytuł oryginału: The Time Keeper
Tłumaczenie:  Nina Dzierżawska
Wydawnictwo: Znak literanova
ISBN: 978-83-24024-79-7
Data wydania: 13 stycznia 2014
Liczba stron: 288
Strona autora: http://mitchalbom.com
Możecie mi powiedzieć, która jest teraz godzina? Zastanawiam się ilu z was po przeczytaniu pierwszego zdania tego tekstu, odruchowo spojrzało na zegarek. W dzisiejszych czasach przecież trudno wyobrazić sobie moment bez liczenia sekund, minut, godzin, lat i dekad. W końcu bez tego zapanowałby chaos, prawda? Tymczasem kiedyś wschody i zachody słońca odmierzały życie, a moment ich występowania był wielką zagadką. To, że dziś żyjemy w totalnym pośpiechu zawdzięczamy Chińczykom, którzy stworzyli pierwszy bardzo prymitywny zegar ok. 4000-3500r.p.n.e. Zasada działania gnomonu była bardzo prosta. W miejscach publicznych ustawiano słupy bądź pręty, a rzucany cień pokazywał orientacyjnie upływ czasu. Jednak wystarczył tylko brak słońca, by cały ten mechanizm nie działał. Egipcjanie na gruncie tego pomysłu stworzyli zegar gwiazdowy. Starożytni nie mieli świadomości znaczenia pór roku na długość dnia, stąd potrzebny był jakiś inny sposób, by pomiar był dokładniejszy. Pojawiły się zegary wodne. Naczynie podzielone na dwie komory zawierało w swej górnej części pojemnik z wodą na dnie, którego wyżłobiony był niewielki otwór, przez który ciecz przedostawała się niżej. Niestety, wadą takiego czasomierza stała się nierównomierna szybkość przedostawania się kropel w dół. Im większa ilość substancji była w pojemniku, tym płynący strumień był szybszy. Problem rozwiązało zastąpienie wody piaskiem, w wyniku, czego powstały klepsydry. Ne tylko jeden z żywiołów był miernikiem mijających chwil. Kolejną ciekawą, acz niebezpieczną techniką była świeca z podziałką, która była nazywana zegarem ogniowym. Dopiero XiV wiek przyniósł pierwsze urządzenia mechaniczne zbliżone wyglądem i funkcją do współczesnych zegarów. Wynalezienie tylu przemyślnych wynalazków nie rozwiało wszystkich pytań, stawianych przez człowieka. Nikt z nas przecież nie wie, ile chwil jest nam dane, a też niewielu racjonalnie wykorzystuje minuty, które zwykle przeciekają przez palce. Przychodzi jednak zdarzenie zmieniające nasze postrzeganie upływającego życia. Mitch Albom wyszedł właśnie z tego założenia, tworząc na pozór banalną historię, gdzie splatają się losy trojga zupełnie obcych sobie osób, złączonych potrzebą wpłynięcia na długość czyjegoś istnienia. Ale czy takie marzenia mogą pozostać bezkarne?