Ads 468x60px

wtorek, 20 września 2016

Konrad Sikora - Napisani na ścianach

Autor: Konrad Sikora
Tytuł: ,,Napisani na ścianach"
Wydawnictwo: Ruthenus
ISBN: 978-83-75303-62-9
Rok wydania:  2015
Liczba stron: 48
Stęskniłam się za poezją. Moje rzetelnie prowadzone notatki wskazują na to, iż nie pisałam o liryce niemal od półtora roku. Faktem jest, że wielotomowe powieści mają dużą siłę przebicia, więc trzeba niemałej ilości szczęścia, aby natrafić na naprawdę dobry tomik poetycki.  Niedawno jednak natrafiłam na opinię o jednej z pozycji nominowanych do Nagrody Poetyckiej Orfeusz im. Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Kilka wersów z tomiku „Napisani na ścianach” znalezionych w tekście Agnieszki Krizel pozwolił mi utwierdzić się w przekonaniu, że to pozycja, z którą powinnam zacząć tegoroczną jesień. Potrzebowałam czegoś, co mogłabym dawkować sobie maleńkimi porcjami, niczym balsam dla duszy w przerwach pomiędzy czytaniem trudnych emocjonalnie lektur. Pewną rolę odegrało też to, że już w  kilku przypadkowo poznanych fragmentach twórczości Konrada Sikory odnalazłam elementy przywodzące na myśl liryki ks. Jana Twardowskiego. Oczywiście ta teza mogła być potwierdzona jedynie po lekturze pełnej treści „Napisanych na ścianach”.  Czy moja przeczucie się sprawdziło? O tym za chwilę.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Książkowy stosik z innej perspektywy

Stosiki książkowe lubi chyba każdy. W moim przypadku jest tak, że nie mogę się pochwalić wyjątkowo rozbudowaną biblioteczką. Nigdy nie napisałam maila do żadnego wydawnictwa z prośbą o stałą współpracę, ale od czasu do czasu korzystam z pojedynczych propozycji.  Poza tym, pisanie dla portalu Z kamerą wśród książek w pewnym stopniu zaspokaja mój apetyt na nowości. Jako, że jestem gorącą zwolenniczką korzystania z bibliotek, zawsze mam co czytać. Niemniej około dwa razy do roku korzystam z księgarni internetowych. Kupuję wówczas ściśle wybrane tytuły, które zwykle są droższe od większości pozycji na rynku, co jest wynikiem mojej niewytłumaczalnej słabości do wielostronicowych „cegiełek”. Promocje staram się omijać szerokim łukiem, bo wierzę, że liczy się jakość posiadanych woluminów, a nie ich ilość. Choć może to tylko kwestia ograniczonych funduszy, bo jak żartują moi bliscy, gdybym została milionerką, to jest niemal pewne, że zbudowałabym największą bibliotekę w okolicy. Cóż, nie wykluczam takiej ewentualności… Niemniej na razie nie mam w sobie żyłki profesjonalnego kolekcjonera. Książki traktuję zwykle jednorazowo, by po lekturze oddać je w lepsze ręce, nie żądając zwrotu. Oczywiście mam na półce również tytuły, które są swoistym wyjątkiem od tej reguły, lecz jest ich stosunkowo niewiele.
W związku z powyższym nie mam pojęcia, dlaczego mój księgozbiór ciągle się rozrasta. To jednak zaledwie od kilku do kilkudziesięciu książek rocznie. Dziś przybywam do Was z wyjątkowym stosikiem kwartalnym, który idealnie obrazuje mój aktualny gust czytelniczy. Niektórzy bibliofile mówią „Pokaż mi, co czytasz, powiem Ci, kim jesteś”. A więc jaka jestem? Zobaczcie sami.

sobota, 6 sierpnia 2016

Roma Ligocka - Dobre dziecko

Autor: Roma Ligocka
Tytuł: ,,Dobre dziecko"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 978-83-08-04866-5
Data wydania: 29 listopada 2012
Liczba stron: 294
Na okładce książki Dobre dziecko Romy Ligockiej możemy przeczytać:
Okazało się, że wspomnienia - szczególnie te bolesne - mają swoje warstwy i nie wszystkie można odkryć naraz. To, o czym mówię w tej książce, było tak głęboko poruszające, wstydliwe i trudne, że potrzebowałam wielu lat, by dojść do momentu, w którym mogę o tym pisać”. 
Już po przeczytaniu wspomnianego fragmentu czytelnik, który wie z Dziewczynki w czerwonym płaszczyku o tym, że pisarka przeżyła holokaust, zadaje sobie pytanie, co mogło być na tyle traumatyczne, iż potrzebne było tyle czasu, by autorka mogła się z tym zmierzyć.

Rok 1950. Polska powoli podnosi się z pożogi II wojny światowej. Jednak codzienność mieszkańców wcale nie jest łatwa. Wciąż występują choćby problemy ze zdobyciem żywności, a strach przed nową władzą jest niemal wyczuwalny. Niemniej życie większości ludzi powraca do względnej normalności. Niespełna trzynastoletnia Roma mieszka wówczas w niewielkim, krakowskim mieszkaniu wraz ze swoją mamą Teofilą. Narratorka wkracza właśnie w trudny wiek dorastania, gdy niezwykle ważne jest odnalezienie się w gronie rówieśników. Tymczasem nastolatka czuje się inna niż wszyscy. Wszak jest Żydówką i nie może uczestniczyć w większości wydarzeń, które są codziennością dla jej koleżanek, które spychają ją tym samym na margines. Może jest to poniekąd również kwesta tego, że dziewczyna jest dość skryta, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę traumatyczną przeszłość, która czasem powraca w nocnych koszmarach. Roma znajduje pewne ukojenie w czytaniu książek i rysowaniu, lecz skrywane troski i problemy wciąż narastają. Pewnego dnia cały świat przyszłej malarki jeszcze bardziej się komplikuje. Dzieje się tak w chwili, kiedy całkowitym przypadkiem odnajduje tajemniczy list, należący do matki.

niedziela, 24 lipca 2016

Anna Janko - Mała zagłada

Autor: Anna Janko
Tytuł: ,,Mała zagłada"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 978-83-08054-20-8
Data wydania: 15 stycznia 2015
Liczba stron: 264
Wojna to nie tylko wielkie bitwy, gdzie jednostkowe tragedie się nie liczą. Jesteśmy nauczeni myśleć, że dla obrony słusznej idei warto przymknąć oko na przemoc i bestialstwo dla dobra ogółu. Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy weźmiemy pod uwagę mały skrawek konfliktu i utożsamimy się z rodzinami, które na własnej skórze przekonują się, czym tak naprawdę jest wojna czy terroryzm. W ludzkim cierpieniu nie ma niczego z górnolotnych haseł, które niejednokrotnie słyszymy w mediach. Sęk w tym, że dużo „atrakcyjniejsze” jest relacjonowanie wydarzeń, gdzie ginie tysiące ludzi, a nie „zaledwie” kilkadziesiąt. I tak w morzu bezimiennych ofiar, gubimy historię małych wsi i miasteczek, gdzie też toczą się równie wielkie osobiste dramaty. Pozostaje tylko nadzieja, że w pamięci lokalnej ludności zachowają się wspomnienia, aby ktoś mógł je opisać, chroniąc tym samym od zapomnienia. 
1 czerwiec 1943 roku okazał się dla mieszkańców maleńkiej miejscowości, położonej na terenie dzisiejszego powiatu zamojskiego, datą wielkiej tragedii. Właśnie tego dnia doszło do niezwykle brutalnej pacyfikacji wsi Sochy. Około godziny 5.30 naziści podpali miejscowość. Przestraszeni ludzie w panice opuszczali swoje domy, trafiając wprost na celownik żołnierzy Wermachtu. Następnie, po wycofaniu się żołnierzy cały teren zbombardowano. Wystarczyło kilka godzin, by zginęło niemal 200 osób. Przetrwała garstka nielicznych szczęśliwców, w tym pani Teresa Ferenc wraz ze swoim rodzeństwem. Niestety zaledwie dziewięcioletnia wówczas dziewczynka musiała być naocznym świadkiem śmierci swoich najbliższych. To wywarło bardzo duży wpływ na psychikę przyszłej poetki. Po kilkudziesięciu latach tropem traumatycznych wspomnień swojej mamy podążyła znana i ceniona pisarka i poetka Anna Janko.

niedziela, 17 lipca 2016

Zapomniana historia Dzieci Zamojszczyzny

Czesława Kwoka - jedno z dzieci Zamojszczyzny
Działaniom kierownictwa III Rzeszy już w momencie wybuchu drugiej wojny światowej przyświecał jasny cel. Według Hitlera należało zrobić wszystko, aby powiększyć „przestrzeń życiową” aryjskich obywateli. Aby to osiągnąć Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) w latach 1941–1942 opracowywał Generalny Plan Wschodni (niem. Generalplan Ost), który osobiście zatwierdził Heinrich Himmler 16 czerwca 1943r. Dokument zawierał wytyczne, obejmujące obszar od jeziora Ładoga na północy po Morze Czarne na południu. Państwo nazistów miało się również rozrosnąć o tysiąc kilometrów na wschód, względem granic III Rzeszy sprzed 1 września 1939 roku. Zamierzano wysiedlić 46-51 milionów osób, sprowadzając na ich miejsce germańskich osadników. Zakładano, iż po wstępnej selekcji, wcześniejsi mieszkańcy zostaną zabici, zmuszeni do pracy przymusowej, bądź zgermanizowani. Miało to nastąpić w czasie 20-30 lat, oczywiście przy planowanym zwycięstwie III Rzeszy nad Związkiem Radzieckim, do którego jak wiadomo nie doszło. Niemniej naziści zdążyli przeprowadzić „eksperymentalną operację”, mającą udowodnić, że założenia Generalnego Planu Wschodniego da się zastosować w praktyce. Terenem, którego mieszkańcy ucierpieli, jako pierwsi była Zamojszczyzna. Wybór ten podyktowany był względami natury militarnej, polityczno-gospodarczej oraz propagandowej. Kluczowe okazało się położenie geograficzne Zamojszczyzny, jako terenu nadgranicznego. W przyszłości planowano, bowiem utworzenie wzdłuż granicy przyszłej Wielkiej Rzeszy „germańskiego wału ochronnego", mającego ochronić aryjskich obywateli przed napływem niepożądanych przybyszów ze wschodu. Wabikiem dla nowych kolonizatorów miały być żyzne tereny południowo-wschodniej części dystryktu lubelskiego.