Ads 468x60px

czwartek, 23 czerwca 2016

Roma Ligocka - Dziewczynka w czerwonym płaszczyku

Autor:  Roma Ligocka
Tytuł: „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku"
Tytuł oryginału: Mädchen in roten Mantel
Tłumaczenie:  Katarzyna Zimmer
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 
83-240-0075-5
Rok wydania: 2001
Liczba stron: 351
Są na półkach wielu czytelników wyjątkowe książki. Boimy się po nie sięgać, bo wiemy, że po ich lekturze nic nie będzie takie jak wcześniej. W moim przypadku jest tak, iż najmocniej przeżywam historie, które nie są wymysłem fantazji autora, lecz zapisem jego własnych doświadczeń. Bywa, że zadaję sobie pytanie, czy mam prawo poznawać najbardziej bolesne wspomnienia bohaterów. W przypadku „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku" miałam przeczucie, graniczące z pewnością, iż opisana relacja nie pozostawi mnie obojętną. Wszak już fakt odkrycia siebie w słynnym filmie „Lista Schindlera" musiało być dla autorki niezwykle emocjonalnym i trudnym doświadczeniem, a co dopiero ubranie tego wszystkiego w słowa.
Jesienią 1939 roku w Krakowie mieszkało 60 tysięcy Żydów. Kilka miesięcy później, bo 18 maja 1940 roku, Otto Wächter pełniący obowiązki szefa dystryktu krakowskiego ogłosił, że w niecałe trzy miesiące 45 tysięcy mieszkańców pochodzenia żydowskiego będzie zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Wysiedleńcy mogli zabrać ze sobą majątek ruchomy. Pozostała część ludności, składająca się z pracowników i ich rodzin, musiała przenieść się do specjalnie wydzielonej „żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej”, czyli getta, stworzonego na terenie części Podgórza. Było to zaledwie kilkanaście ulic jednopiętrowych budynków. Jak mały był to obszar świadczy fakt, że obliczono, iż po przymusowej przeprowadzce na jednego mieszkańca przypadało zaledwie dwa metry kwadratowe powierzchni. Najpierw teren wyznaczały zasieki z drutu kolczastego, lecz w początkach kwietnia 1941 roku w żydowskie święto Pesach[1] zacząć wznosić na ich miejscu mur. Na niektórych odcinkach naturalną barierą były natomiast wapienne skały Krzemionek. Do getta prowadziły cztery wejścia. Główna brama rozciągała się na całej szerokości ulicy Limanowskiej. Brama nr 2 znajdowała się na drugim końcu ulicy Limanowskiego, nr 3 pomiędzy budynkami przy ulicy Lwowskiej i Józefińskiej, a nr 4 między ulicą Kącik i narożnym budynkiem przy placu Zgody.

Brama I getta, rok 1941.Wejście z Rynku Podgórskiego na ul. Limanowskiego.
29 maja 1942 getto otoczyły niemieckie oddziały Sonderdienstu[2]· i policji, żądając od mieszkańców dokumentów, czyli tzw. kenkart.  Ci, którzy nie otrzymali pieczątki, świadczącej o pracy w niemieckich firmach i urzędach, zostawali brutalnie doprowadzeni na plac Zgody, skąd przewieziono ich do Płaszowa a następnie do obozu koncentracyjnego w Bełżcu. W ten sposób w dwóch turach zginęło 11,5 tysiąca krakowskich Żydów, a 600 osób zostało rozstrzelanych na miejscu.
Z taką oto trudną do zniesienia rzeczywistością musiała zmagać się rodzina Liebling. Gdy poznajemy niespełna czteroletnią narratorkę, jej życie nie ma nic wspólnego ze szczęśliwym dzieciństwem. W domu jest zimno, a ponadto mieszkają w nim jacyś obcy ludzie. Obraz grozy dopełnia wszechobecny trach, że jutro znowu przyjdą panowie w błyszczących butach, którzy będą krzyczeć i kogoś zabiorą. W dodatku mama mówi, że dziewczynka ma na nazwisko Ligocka, a to przecież nieprawda! Na dodatek zmienili jej kolor włosów na taki podobny do barwy słońca. Pewnego dnia znika tata a potem babcia i nie ma już nic, co dziewczynka mogłaby uważać za pewnik. Coraz częściej Teofila wraz z córeczką musi szukać pomocy u obcych ludzi. W końcu ich iluzorycznym schronieniem staje się mieszkanie polskiej rodziny Kierników, która ryzykując własnym życiem (za ukrywanie Żydów groziła wówczas kara śmierci), przygarnia dwójkę bezbronnych. Pisarka wspomina ten okres następująco:
Portret dziewczynki z lalką autorstwa Charles S. Lillybridge'a
wykonany pomiędzy latami 1904-1915
„Jak mi się dzisiaj zdaje, spędziłam moje dzieciństwo u Kierników na paluszkach. Były lalki i zabawa w teatr, książki, muzyka, kredki, papier i coś na kształt domu, choć nic z tego nie należało do mnie. To było pożyczone życie, pożyczone dzieciństwo u pożyczonej rodziny, u której miałam nawet pożyczoną babcię. A potem to dzieciństwo minęło"[3].
To poczucie chwilowości towarzyszyło autorce przez wiele lat. W momencie spisywania wspomnień, pani Roma Ligocka była już w pełni świadoma tego, jak pierwsze lata życia wpłynęły na jej psychikę i przyszłe wybory. Pomimo tej wiedzy, na kartach literackiego pamiętnika potrafi ukazać siebie z dwóch jakże odmiennych perspektyw – dziecinnej oraz dojrzałej. Pierwsza jest już nieco odległa, bo to postać małej dziewczynki, która odbiera świat emocjami i obrazami okrutnych scen, jakich żadne dziecko nie powinno oglądać. Wtedy tym boleśniejsza staje się tęsknota za choćby tak podstawowymi rzeczami jak kontakt z rówieśnikami, bądź nieskrępowana zabawa ulubioną lalką. Równocześnie trudna sytuacja sprawia, że bohaterka musiała szybko dorosnąć. W książce widzimy również bardzo obiektywny osąd dorosłej pisarki, będący trzeźwą, rzeczową analizą sytuacji. Dopiero łącząc te dwa kontrastowe punkty widzenia czytelnik widzi, ile autorka miała szczęścia, że przeżyła holokaust. 
Jest pewna ironia losu w tym, iż już po wojnie Roma Ligocka mieszkała przez jakiś czas w m.in. w Niemczech i uniknęła dzięki temu niepokoju związanego z Marcem 1968[4]. Nie oznacza to jednak, że pisarka pozbyła się w ten sposób wszystkich złych wspomnień. „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” to może nie tyle książka o wojnie, co o traumie, która ta wojna ze sobą niesie. Konflikt wszak nie kończy się wraz z ostatnim wystrzałem, lecz wraz z ostatnią osobą, która o tym zdarzeniu pamięta. Jeśli ktoś śmie twierdzić, iż osoby, które przeżyły holokaust nie powinny mówić o tym, co przeszły, tylko cieszyć się życiem, powinien jak najszybciej sięgnąć po tę publikację i sprawdzić czy po jej lekturze dalej będzie tak myślał.
Ta książka nie jest jednak tylko i wyłącznie o cierpieniu, choć mroczna przeszłość wychodzi często na pierwszy plan. To też bardzo osobista historia dojrzewania artystycznego autorki, przelotnego zainteresowania komunizmem i przede wszystkim subiektywny opis życia kulturalnego Krakowa czasów młodości pisarki. Już biorąc pod uwagę ten maleńki aspekt fabuły, warto rozważyć zapoznanie się z tym tytułem. Wszak to unikalna okazja poznania niezwykłych wspomnień o dorastającym Romanie Polańskim (prywatnie kuzynem pani Romy Ligockiej), a także atmosfery Piwnicy pod Baranami.
Dla mnie „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” okazała się niezwykle ważną, choć trudną w odbiorze pozycją. Wszak niecodziennie obcuje się z taką ilością cierpienia na zaledwie 351 stronach. Nie można jednoznacznie określić wszystkich uczuć, jakie towarzyszą czytelnikowi w trakcie poznawania fabuły. Nietaktem będzie też ocena postępowania bohaterki, bo życia się nie ocenia. Jedynym, co możemy zrobić to przeczytać tę autobiografię i pamiętać o historii wielu osób, które na własnej skórze przekonały się, czym był holokaust. Tylko wtedy jest szansa, że w przyszłości nie zdarzy się coś podobnego.




[1] Pesach [hebr.], gr. Pascha, w judaizmie główne i najważniejsze święto, obchodzone na pamiątkę wyjścia Izraelitów z egipskiej niewoli pod wodzą Mojżesza.
[2] Sonderdienst (niem. Służba Specjalna), zwany prywatną policją Hansa Franka – niemiecka policja pomocnicza powołana przez Hansa Franka działająca na terenie Generalnego Gubernatorstwa w latach 1940–1944.
[3] Roma Ligocka „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku", str.. 118, Wydawnictwo Znak, 2001
[4] Marzec 1968 - kryzys polityczny, któremu dały początek rozruchy studenckie, m.in. w Warszawie i w Krakowie, połączone z falą antysemityzmu, na skutek którego wyemigrowało z kraju około 20 tys. obywateli polskich pochodzenia żydowskiego.

7 komentarzy:

  1. Ania, tekst świetny, nie ma co gdybac.Chciałbym tak pisać recenzje, jak Ty:)
    Tobie to przychodzi z łatwością.
    A co do książki, czytałem ją kiedyś i zrobiła na mnie wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie też książka zrobiła ogromne wrażenie i teraz czytam już "Dobre dziecko" tym razem w ramach mojej współpracy z biblioteką. Co do łatwości recenzowania (czy bardziej pisania opinii) to nie jest to takie proste. Sam wiesz, że czas goni, a książek pełno. Ja na blogu mogę sobie pozwolić na dłuższy czas na zgłębianie tematu. Stała współpraca z wydawnictwami zwykle nie pozweala na taki luksus.

      Usuń
  2. Daję radę. Sama wiesz najlepiej, jako moja korektorka :) "Dobre dziecko", to ta niby"intymna spowiedź"?
    Ja poległem po 3 rozdziałach, ale podobno"nie mam wrażliwości", trudno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę polec, bo DKK by mi tego nie wybaczyło :) Trzymaj za mnie kciuki.

      Usuń
    2. Trzymam i powodzenia.Tobie może się spodobać, kto to wie.

      Usuń
  3. Aniu....Zawsze jak tylko mam chwilkę ,,zaglądam" do Twoich recenzji i zgadzam się ze swoim przedmówcą:) Tekst świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Majeczko, że jesteś <3

      Usuń

Zapraszam do komentowania. Czuj się jak u siebie i pisz co myślisz, nie bądź jednak wulgarny/a ani chamski/a. Będę wdzięczna za każdy komentarz.
P.S SPAM będzie bezceremonialnie usuwany. Jeśli chcesz polecić mi jakąś stronę, skorzystaj proszę z zakładki kontakt u góry strony i wypełnij tam odpowiedni formularz.