Ads 468x60px

Aktualności

Wpaść z hukiem

w dorosłość.

,,Demelza",

podbija serca czytelników. .

Zakochaj się

w wideo-recenzjach.

Konrad sikora zaskakuje po raz drugi,

czyli o pewnym zbiorze dramatów.

Klasyka

nigdy nie znika.

czwartek, 16 lutego 2017

Vlogosfera książkowa z innej perspektywy

Ostatni rok był dla mnie dość niespodziewanie czasem odkrywania większości ulubionych vlogów książkowych. Uświadomił mi to dopiero redakcyjny kolega, który jakiś czas temu przyznał, że próbował odnaleźć jakiś kanał książkowy, który sprostałby jego wymaganiom. Ostatecznie nie do końca przekonała go idea wideo-recenzji. Szczerze mówiąc, wcale się temu nie dziwię, gdyż w przypadku kanałów YouTube na widza wpływa dużo czynników, które mają wpływ na subiektywną ocenę danego miejsca w sieci.  Ten tekst będzie podzielony na dwie części. W pierwszej z nich podpowiem wam, nad czym należy się zastanowić przed poszukiwaniem ulubionego vloga, a później przedstawię subiektywną listę moich ulubionych miejsc w Internecie. Zapraszam.

czwartek, 9 lutego 2017

Konrad Sikora - Persona. Zbiór dramatów

Autor: Konrad Sikora
Tytuł: ,,Persona"
Wydawnictwo: Krośnieńska Oficyna Wydawnicza
ISBN: 83-61-08459-2
Rok wydania:  2010
Liczba stron: 270
Dramat, jako rodzaj literacki, wydaje się być czymś bardzo zamierzchłym. Dziś kojarzony niemal wyłącznie z aspektem stricte scenicznym. Wyjątkami są choćby „Wesele” Wyspiańskiego czy „Tango” Mrożka, które do dziś znajdują się w kanonie lektur szkolnych.  Trudno  więc dziwić, się że do „Persony” Konrada Sikory podeszłam ze sporym dystansem. Tych, którzy czytali moją opinię o „Napisanych na ścianach” zapewne nie zdziwi fakt, że tym razem również będziemy poruszać w kręgach literatury chrześcijańskiej. Muszę jednak już na początku podkreślić, że nie będzie to lektura dla wszystkich. Co więcej nawet wśród katolików, mogą znaleźć się osoby, które będą porażone jej dosłownością oraz ostrym, bezkompromisowym przesłaniem.
Zbiór dramatów Konrada Sikory otwiera utwór „Jak się narodził Chrystus, czyli Jasełka". Chociaż mogłoby się wydawać, że historia Bożego Narodzenia może być opowiadana tylko w jeden sposób, to dramaturg pokazuje nam nieco bardziej ludzki wydźwięk tej opowieści. Myślę, że większość z nas ma tendencję do przedstawiania przyjścia Jezusa na świat w niezwykle sielankowy sposób. Nie ma w nim więc miejsca na strach i zmęczenie pastuszków, czy wzmiankę o tym, że Maryja Panna w drodze do Betlejem doznawała niewygody, wynikającej z zaawansowanej ciąży. Konrad Sikora nie sili na wywrotowość. Opowiada te same wydarzenia, ale w mniej baśniowy sposób. U niego bohaterowie to zwykli nudzie ze swoimi wadami i zaletami, którzy nie zawsze byli pewni, czy to, co robią jest słuszne. W tych jasełkach mamy również ukazany dramat Heroda, który przez swój cynizm i egoizm traci wszystko. W tym sensie można tu zaobserwować pewne podobieństwo do szekspirowskiego „Makbeta”.

sobota, 4 lutego 2017

Muzyka między kartkami #2

Aspekty muzyczne w książkach wciąż mnie zaskakują, Czy sięgając po współczesną powieść, możemy przypuszczać, że natkniemy się  standardy? Tak właśnie stało się w przypadku ,,Szczęścia urojonego" Ewy Barańskiej.  Główna bohaterka udaje się bowiem do jednego z polskich uzdrowisk, skąd ma zabrać matkę swojej przyjaciółki. Ta podróż ma być też czasem przemyśleń dla Gabrysi, która pragnie zemścić się na swoim mężu. Aby wypocząć, siada w parku zdrojowym, gdzie raczy się niezwykłym koncertem. Czego słucha? Sami sprawdźcie.

środa, 1 lutego 2017

Ewa Barańska - Szczęście urojone

Autor: Ewa Barańska
Tytuł: „Szczęście urojone"   
Wydawnictwo: Klin
ISBN: 978-83-62136-78-0
Data wydania3 lipca 2015
Liczba stron: 240
Strona autorki : http://www.ewabaranska.eu
Gdy dostałam do rąk książkę „Szczęście urojone” Ewy Barańskiej, tak naprawdę nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Opis na okładce wskazywał, że będę zmuszona czytać dość schematyczną powieść obyczajową, lecz miałam nieodparte wrażenie, że nie jest to do końca zgodne z prawdą. Potwierdził to króciutki prolog, który może zapowiadać dobrą powieść kryminalną lub pierwszy przejaw popadania w obłęd. Zanim jednak dowiemy się, jaka jest prawda, musimy cofnąć się kilka miesięcy wstecz, by poznać źródło tej tajemniczej sytuacji.
Gabriela Eliasz-Berg wygląda na kobietę, której niczego nie brakuje. Ma satysfakcjonującą pracę, w której jest doceniana oraz męża, zapewniającego jej życie na dość wysokim poziomie materialnym. Jak nie trudno się domyślić, ten obraz sytuacji nie jest do końca kompletny. Każdy ma jakieś mniejsze lub większe problemy i Gabrysia nie jest wcale wyjątkiem. Kiedy zamykają się drzwi do mieszkania Bergów, pani profesor natychmiast zamienia się w zwykłą szarą myszkę, która boi się zawieść swojego partnera. Maks wszak codziennie mówi swojej żonie, że bez niego byłaby nikim. Nasza bohaterka, pomimo tych jawnych zniewag, uważa swojego ukochanego za prawdziwy ideał i nie przeszkadza jej nawet to, iż mężczyzna odciął ją od wszystkich znajomych. Jednak ten „książę idealny” ma dla Gabrieli jedną małą wadę – brak wyższego wykształcenia. Niemniej dobra żona napisze pracę magisterską za męża i problem zostanie rozwiązany. Ta fałszywa równowaga zostaje jednak wkrótce zderzona z rzeczywistością.

niedziela, 29 stycznia 2017

Cztery lata Innej Perspektywy

Powinnam zacząć od wyświechtanego zdania, że cztery lata temu nie spodziewałam się, iż doczekam tej chwili. To prawda, ale w tym roku towarzyszy mi jeszcze jedna myśl. Cieszę się, iż rocznica bloga przypada dwa dni po moich urodzinach. Mogę, więc spokojnie przejść obok faktu, że dwa dni temu stuknęła mi trzydziestka i skupić się na wspominaniu ostatnich 365 dni na blogu. A naprawdę jest, co wspominać. Mogłoby się wydawać, że jestem jedną z tych osób, które żyją, gdzieś na uboczu. Piszę bloga po części dla przyjemności, a po części dla realizacji pasji. Chyba mój specjalista od SEO (gdybym takiego posiadała) chodziły wiecznie niezadowolony, bo blogerka książkowa, czytająca kilkanaście pozycji rocznie? To żadna blogerka! Niemniej to, co zdarzyło się przez ostatnie dwanaście miesięcy, jeśli chodzi o moją działalność blogową, zdaje się temu wszystkiemu przeczyć. Stąd wniosek, że życie, nawet to wirtualne, za nic ma sobie statystyki.