Ads 468x60px

sobota, 8 grudnia 2018

Jak Albert Lewin przedstawił Doriana Graya?

Tytuł „Portret Doriana Graya"
Tytuł oryginału:The Picture of Dorian Gray"
Reżyseria:  Albert Lewin
ScenariuszAlbert Lewin
Kraj produkcji:  USA
 Rok produkcji: 1945
Długość filmu1 godz. 50 min.
Tym razem zabieram Was do wyjątkowego świata Oscara Wilde’a.  Od momentu wydania Portretu Doriana Graya w 1890 roku, powstała niezliczona ilość rysunków, filmów, książek i innych projektów inspirowanych tym niezwykłym dziełem.  Samo oko kamery widziało tę klasyczną powieść w kilku całkiem różnych aspektach. Jestem przekonana, iż ci wszyscy, którzy mieli kontakt ze wspomnianą wyżej pozycją wydawniczą z pewną dozą ciekawości wybiorą się ze mną śladem nie tylko Doriana Greya, ale również rozwoju sztuki filmowej na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
Jedna z pierwszych adaptacji książki, nie dała na siebie długo czekać. Już w 1945 roku jej własną wizję przedstawił Albert Lewin. Osobiście, miałam nadzieję na, choć częściowe odwzorowanie rzeczywistości przełomu XIX i XX wieku. Moje oczekiwania zostały zaspokojone tylko w pewnym stopniu. Stroje męskie zostały dość szczegółowo wykonane. Niestety, o sukniach pań nie można tego powiedzieć. Gdzieś w tle widać modę rodem z lat czterdziestych. Czy to wada, czy zaleta oceńcie sami.

Gra aktorska jest bardzo zróżnicowana. Są tu zarówno dobrze nakreślone, jak również nieco przyblakłe osobowości. Szczególną uwagę warto zwrócić na dwie kreacje. Angela Lansbury świetnie potrafiła przedstawić dość delikatną psychikę Sybil Vane, za co zresztą została nagrodzona statuetką Oscara. To doskonały przykład aktorki czasów powojennych – pięknej, wyrazistej i umiejącej dość dobrze śpiewać. Znakomicie poradził sobie również George Sanders wcielający się Lorda Wottona. Aktor potrafi zahipnotyzować widza, co powoduje, iż przyćmił sylwetkę głównego bohatera. 

sobota, 1 grudnia 2018

Książka i supermarket. Serie

To już ostatnia część moich sklepowo-literackich rozmyślań. Może to i dobrze, bo co za dużo to niezdrowo. Czyżby? Zawsze zastanawiał mnie fenomen słodyczy. Od dziecka wpaja się nam, że w łakociach nie ma nic dobrego. Bardzo często jednak nie jesteśmy w stanie oprzeć się pokusie sięgnięcia po czekoladę, bądź batonika, pomimo świadomości, iż chwila beztroskiego łakomstwa może skończyć się kilkoma zbędnymi kilogramami. Wszystko dzięki obecności w nich serotoniny, czyli związku, który naturalnie poprawia nastrój i pozwala na szybki zastrzyk
energii.

sobota, 24 listopada 2018

Książka i supermarket. Wygląd



Jaki wpływ na zakup jakiegoś produktu ma opakowanie? Pewnie rzadko się nad tym zastanawiamy, choć dużo częściej wkładamy do koszyka coś o ładnej kolorystyce. Tacy już jesteśmy. Lubimy różnorodność i piękno. Pewne badania wykazały, że drażetek czekoladowych o identycznym smaku zjemy zdecydowanie więcej, gdy będą miały odmienne barwy. W kolorystyce tkwi mały haczyk. Często producenci za ładną paczuszką skrywają wstydliwe sekrety. Komu by się chciało czytać etykiety, gdzie czcionka jest wręcz mikroskopijnych rozmiarów? Zwykle wracamy uwagę tylko na podstawowe informacje, choć często lody waniliowe są dla nas tym samym co lody o smaku waniliowym. Jednak wystarczy spojrzeć na listę składników, by zostać wyprowadzonym z błędu. Jeśli nie możemy przeczytać dokładnego składu produktu najlepiej odłożyć go na półkę. Brak przejrzystości pozwala ukryć m.in. za dużą ilość konserwantów i barwników oznaczonych literką E, które przy znacznym spożyciu mogą negatywnie wpłynąć na nasze zdrowie.


W przypadku okładek sytuacja książek jest dużo bardziej złożona. Są odbiorcy, którzy otwarcie przyznają się do tego, iż wygląd obwoluty jest dla nich wartością decydującą.  W przypadku historyjek dla dzieci obrazki pozwalają maluchom skupić się na treści opowieści. Dorośli nie są również wolni od uwielbienia do pięknych wydań. Wystarczy wspomnieć o wznowieniach Małego Księcia lub Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego. Dla miłośników anglojęzycznych książek pewnym wyznacznikiem są niezwykłe oprawy oferowane przez Barnes & Noble.
Przepiękne wydanie  Alicji w Krainie Czarów
W Polsce również mamy utalentowanych grafików, jak chociażby Przemek Dębowski, Piotr Cieślicki, Anna Pol czy Robert Kleemann. Dajmy się przez moment zaczarować.
(od lewej) okładki autorstwa Anny Pol i Roberta Kleemanna
Czy powinniśmy dobierać lektury tylko ze względu na okładkę? Wszystko zależy od tego, jaką funkcję ma pełnić nasza biblioteczka. Jeśli nasz gabinet jest przede wszystkim miejscem reprezentacyjnym to odpowiedź jest prosta, lecz jeśli jesteśmy zagorzałymi czytelnikami, nie kierujmy się tylko grafiką, bo gdzieś na końcu półki może ukrywać się prawdziwa literacka perełka ukryta w brzydkiej oprawie. Wszak wówczas, oceniając książkę po okładce, tracisz to, co najlepsze, bo przeoczysz środek tego, co jest w niej najważniejsze. Równocześnie doceńmy czasem niesamowitych projektantów, którzy dzielą się z nami swoim unikalnym talentem.





Pierwotnie tekst ukazał się na  portalu Z kamerą wśród książek.


Polecam również inne notki z tej serii.

sobota, 17 listopada 2018

Książka i supermarket: Wybory

Dziś w naszych sklepowo-literackich rozważaniach zajmiemy się półkami. Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy robiąc zakupy, wybieracie towary z półki na jakimś określonym poziomie? Jeśli nie to pewnie zdziwi was fakt, iż najczęściej jest to regał środkowy. Handlowcy wiedzą o tym najlepiej i wszystkie najdroższe i najbardziej reklamowane produkty znajdują się w zasięgu naszego wzroku, a wystarczy spojrzeć tylko nieco niżej lub wyżej, by odnaleźć podobne produkty w nieco niższej cenie. Nie chcę was w tej chwili przekonywać, iż powinniście odrzucić ulubione markowe płatki, warto jednak znać kilka trików na to, aby robić bardziej efektywne zakupy:
  • Na stoisku z nabiałem nie warto brać pierwszego z brzegu opakowania. Produkty uzupełniane są od tyłu, stąd jeśli sięgniemy w głąb regału, znajdziemy rzeczy o dłuższym terminie przydatności do spożycia.
  • Na stoisku z perfumami nie bierzcie pierwszego z brzegu dezodorantu, gdyż najczęściej klienci to właśnie na nim sprawdzają, czy dany zapach im odpowiada. Jak łatwo się domyślić to sprawia, że później możemy być niemile zaskoczeni.

sobota, 10 listopada 2018

Książka i supermarket: Zapach

Gdy wejdziemy do supermarketu zazwyczaj najpierw udajemy się do stoiska z pieczywem. Czyż jest piękniejszy widok dla głodnego człowieka niż wszelakiej maści chlebusie, bułeczki, kajzerki i bagietki? Dołóżmy do tego ten wyjątkowy zapach, który wielu z nas kojarzy jednoznacznie z domem oraz chwilami błogości. Pomyślcie przez chwilę o waszym ulubionym aromacie, bo za chwilę odbierzecie go zupełnie inaczej. Okazuje się bowiem, że wyczuwalna w sklepach woń świeżego wypieku jest tylko substancją chemiczną, którą sprytni marketingowcy rozpylają w celu zachęcenia nas do większych zakupów. Połączenie zmysłu wzroku i węchu sprawia, iż jesteśmy skłonni wydać więcej pieniędzy na produkty. Badania przeprowadzone przez profesora marketingu Maureena Morrina z Temple University Fox School of Business, profesora marketingu Aradhna Krishny z University of Michigan oraz Eda Sayina z Koç University w Turcji, mówią o tym dobitnie. Grupie konsumentów pokazywano reklamę ciasteczek wraz z ich zapachem oraz bez niego. Respondenci, czujący aromat łakoci, wydzielali więcej śliny, co pozwala przypuszczać, że stawali się głodni. Kupowali wówczas więcej. W związku z tym przed udaniem się do sklepu warto być najedzonym. To powinno poniekąd zminimalizować nasz konsumpcyjny apetyt, choć pewnie nie uchroni nas od wszystkich pokus. Właściwe dobrany aromat może wszak zmotywować, poprawić przyswajanie informacji, bądź zrelaksować.

sobota, 3 listopada 2018

Książka i supermarket: Muzyka

Zastanawialiście się kiedyś, co sprawia, iż wchodząc do sklepu tylko po dwie bułki, wychodzicie z koszykiem pełnym nieplanowanych zakupów? Pewnie myślicie sobie, że to zwykły przypadek, chęć skorzystania z „niepowtarzalnej” promocji bądź pomału popadacie w zakupoholizm. Tymczasem to kwestia działania podprogowego, wywieranego na wasz umysł. Jak to działa? Otóż, musimy zdać sobie sprawę, że już w drzwiach supermarketu czyha na nas pokusa. Przyjemna muzyczka słyszana w tle  skłania do oddania się konsumpcyjnemu szaleństwu. Badania przeprowadzane przez brytyjską grupę  MusicWorks wykazały, że klienci są bardziej skłonni do zakupów, gdy są zrelaksowani. Dobrze dobrane utwory sprawiają, iż pozytywnie odbieramy konkretny sklep i często chcemy do niego wracać. Co to ma wspólnego z literaturą? Może niewiele, ale jednak ma.

sobota, 27 października 2018

Wszystko się kiedyś kończy...

Jak ogólnie wiadomo wszystko się kiedyś kończy. Oczywiście niektóre pożegnania są dla nas proste, a inne wywołują smutek. 14 października 2018 skończyła się moja przygoda z serwisem Z kamerą wśród książek, który przestał istnieć. Z racji tego, że to wydarzenie odbije się na tym, co w najbliższym czasie będzie się działo na Innej Perspektywie, winna Wam jestem małą notkę informacyjną. Jednak zanim opowiem Wam o szczegółach, na moment wrócę do mocich wspomnień z czasów współpracy z portalem.

piątek, 19 października 2018

Fannie Flagg - Całe miasto o tym mówi


Autor:  Fannie Flagg
Tytuł: „Całe miasto o tym mówi"
Tytuł oryginału: The Whole Town's Talking
Tłumaczenie:  Dorota Dziewońska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 978-83=08064-77-1
Data wydania: 14 marca 2018
Liczba stron: 464
Cykl: Elmwood Springs t. 4

Myśląc o XIX-wiecznej emigracji Europejczyków do Stanów Zjednoczonych, rzadko bierzemy pod uwagę, że dotyczyła ona nie tylko środkowo-wschodniej części naszego kontynentu oraz Wielkiej Brytanii, ale także krajów skandynawskich. O skali tego zjawiska może świadczyć fakt, iż w pierwszych dwóch dekadach XIXw. swoją ojczyznę opuściło 1,5 miliona Szwedów. Tak duże zainteresowanie wyprawą na nowy kontynent było oczywiście w jakiejś mierze wynikiem naturalnej ludzkiej ciekawości. Jednak główne powody masowego opuszczenia ojczyzny przez Skandynawów miały dużo bardziej realistyczne podstawy, wynikające zarówno z ówczesnych warunków pogodowych, jak również kwestii politycznych.

Nieoczekiwane załamanie się warunków klimatycznych na półkuli północnej nastąpiło po wybuchu indonezyjskiego wulkanu Tambora 10 kwietnia 1815 roku. O sile kataklizmu, który był najsilniejszą odnotowaną erupcją w historii, może świadczyć fakt, iż wybuch był słyszalny w promieniu dwóch tysięcy kilometrów i pochłonął 70 tysięcy ofiar. Przedostanie się dużej ilości pyłu wulkanicznego do atmosfery sprawiło, że na całej półkuli północnej doszło do licznych anomalii pogodowych. Poza suchą mgłą, która spowodowała czerwonawe przyciemnienie słońca oraz zjawiskowymi zmierzchami, erupcja znacząco wpłynęła na wysokość plonów rolnych. Spadek średniej temperatury o kilka stopnia sprawił, że 1816 rok zapisał się w historii jako rok bez lata. To właśnie w omawianym okresie w czerwcu spadł śnieg, a znaczna część Europy musiała zmagać się z klęską głodu oraz epidemiami, wynikającymi z zakażenia wody popiołem wulkanicznym. Szwedzkie rodziny musiały szukać sposobów, aby poprawić swój los. W takich okolicznością wyprawa za ocean była dość ciekawą opcją, zważywszy, że mieszkańcy Ameryki Północnej stanęli przed wyzwaniem skolonizowania nowych ziem na Środkowym Zachodzie. Nowoprzybyli emigracji mogli więc stosunkowo tanio zakupić ziemię pod nowe uprawy.

środa, 17 października 2018

Druga edycja konkursu ,,Już nie zapomnisz mnie"

`

Dziś mam dla Was coś specjalnego. Jeśli tęsknicie za czasami międzywojennymi, kochacie o nich czytać lub oglądać przedwojenne filmy, wiecie, kim jest Adolf Dymsza lub Hanka Ordonówna, a na dodatek lubicie wyzwania literackie, to zachęcam Was do udziału w konkursie Już nie zapomnisz mnie. Co trzeba zrobić, aby mieć szansę na wygranie ciekawych nagród książkowych?

sobota, 22 września 2018

Gdy biblioteka pachnie jabłkami, czyli o spotkaniu autorskim z prof. Adamem Żuchowskim


Profesor Adam Żuchowski wraz z żoną i uczestnikami swojego spotkania autorskiego w Gminnej Bibliotece Publicznej we Frystaku


Są takie spotkania autorskie, o których trudno się pisze i to wcale nie dlatego, że były one dla nas nieudane. Sęk w tym, że siadacie do pisania relacji, z druzgocącą świadomością, że żadne słowa nie oddadzą tego, co chcecie przekazać. Dziś o takim właśnie wydarzeniu chciałabym Wam opowiedzieć. Są takie chwile, kiedy małe społeczności mają okazję wykrzyknąć (a może lepiej napisać wyszeptać), że są dumne, z kogoś, kto wywodzi się z ich Małej Ojczyzny. Tak właśnie jest w przypadku pana profesora Adama Żuchowskiego. Zdaję sobie sprawę, że większości z Was nie jest znana osoba tego niezwykłego człowieka, więc pozwólcie mi na początek nieco ją przybliżyć.

sobota, 30 czerwca 2018

Ewelina Kłoda - Zapach wspomnień

Autor:   Ewelina Kłoda
Tytuł: „Zapach wspomnień"
Wydawnictwo:  Zysk i S-ka
ISBN: 978-83-77859-75-9
Data wydania: 4 lipca 2016
Liczba stron: 604

Nie jest łatwo opisać zwyczajną rzeczywistość tak, aby zainteresować współczesnego czytelnika. Choć w pewnych kręgach zwykło się uważać, że literatura obyczajowa jest mało ambitna, to każdy z jej twórców prędzej czy później staje przed wyzwaniem jak opowiedzieć wymyśloną historię tak, abyśmy poczuli, że opisywana sytuacja mogłaby dotknąć również nas – oczywiście przy założeniu, że fikcja nagle stałaby się prawdą. I tu pojawia się problem. Większość ludzi nie doświadcza jedynie spektakularnych sukcesów i druzgocących porażek. Pochłania nas szara codzienność, która ma często słodko-gorzki smak. Pełno w niej drobinek szczęścia i małych problemów, które z biegiem czasu mogą zostać rozwiązane lub rozrosnąć się do niebagatelnych rozmiarów. Aż chce się powiedzieć, że nie ma nic prostszego dla autora, jak zainspirować się jednym z nich i opisać swoje przemyślenia przelewając je na papier. Sęk w tym, że patrząc na wiele trudnych sytuacji z boku, nie dostrzegamy ich prawdziwego ciężaru. Zestawiamy je z tym, co widoczne i mówimy, że przecież mogło być gorzej. Tymczasem gdzieś obok nas ktoś mierzy się z własnym dramatem lub (co równie częste) na własnej skórze doświadcza jego długofalowych skutków. Właśnie takie niedostrzegalne na pierwszy rzut oka kłopoty postanowiła opisać w ,Zapachu wspomnień Ewelina Kłoda.

środa, 30 maja 2018

Renata Klamerus - Magiczna Kapadoclandia

Autor:   Renata Klamerus
Tytuł: „Tami z Kapadoclandii"
Wydawnictwo:  Novae Res
ISBN: 978-83-80837-78-2
Data wydania: 7 lutego 2018
Liczba stron: 272
Cykl: Tami z krainy pięknych koni: tom 3
Strona autorki : http://renataklamerus.blogspot.com
Książka pod patromatem bloga Inna Perspektywa
Na czytanie baśni nigdy nie jesteśmy zbyt dorośli.  Do takich oczywistych wniosków doszłam ponad trzy lata temu, kiedy skończyłam czytać Tami z Krainy Pięknych Koni, czyli książkę rozpoczynającą cykl o tej samej nazwie. Od tamtej pory wiedziałam, że będę pochłaniać kolejne tomy, a następnie oddawać je mojej bratanicy, by to ona za kilka lat zakochała się w tej historii. Dzisiaj, gdy przychodzę do Was z opinią o finalnym tomie trylogii, czyli Magicznej Kapadoclandii, czuję lekki smutek, że już więcej nie spotkam Tami i jej przyjaciół. Nim jednak przejdę do opisu moich wrażeń mała uwaga. Magiczna Kapadoclandia to uwieńczenie ogromnej historii, którą autorka początkowo planowała wydać, jako jedną samodzielną książkę, ale ostatecznie pomysł rozrósł się na tyle, że powstały aż trzy tomy wspaniałej baśni. W związku z tym nie zalecam czytać najnowszej odsłony przygód młodych bohaterów bez znajomości treści Tami z Krainy Pięknych Koni oraz Tami z Kapadoclandii, gdyż pewne wątki mogą Wam umknąć. Z tego też powodu postanowiłam podzielić poniższy tekst na dwie części. W pierwszej z nich, skupię się na moich wrażeniach po lekturze Magicznej Kapadoclandii, a w drugiej zwrócę Waszą uwagę na pewne elementy, które pozwolą Wam samodzielnie zdecydować, czy warto podarować swojemu dziecku wszystkie trzy tomy baśni spod pióra Renaty Klamerus. 

poniedziałek, 14 maja 2018

O tym, jak przesunęłam własny horyzont, czyli subiektywna relacja ze spotkania autorskiego z Konradem Sikorą


Kiedy ponad pięć lat temu zakładałam bloga, nie spodziewałam się, że nadejdzie taki dzień, kiedy będę miała zaszczyt poprowadzić moje pierwsze spotkanie autorskie. Dla mnie samej było to tym większe osiągnięciem, że jeszcze jakiś czas temu nie opuszczałam czterech ścian mojego mieszkania. Dzisiaj, gdy chcę zdać Wam króciutką relację ze spotkania autorskiego z Konradem Sikorą, wciąż nie mogę uwierzyć, że w ostatniej chwili nie uciekłam sprzed drzwi czytelni. Ale czego się nie robi dla podkarpackiej literatury! Mówiąc jednak bardziej rzeczowo – kiedy zgodziłam się patronować najnowszemu tomikowi poety i dramaturga pt. To tylko woda, nie miałam pojęcia, że Konrad Sikora pochodzi Zawadki Rymanowskiej, oddalonej zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości. Postanowiłam wykorzystać tę sytuację i we współpracy z Gminną Biblioteką we Frysztaku zaprosić poetę na spotkanie autorskie z młodzieżą miejscowej szkoły podstawowej. Jak wkrótce miało się okazać, było to doskonałe posunięcie.

środa, 2 maja 2018

Parnaz Foroutan - Dziewczyna z ogrodu

Autor:  Parnaz Foroutan
Tytuł: „Dziewczyna z ogrodu"
Tytuł oryginału: The Girl from the Garden
Tłumaczenie:  Ewa Morycińska-Dzius
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-65170-39-2
Data wydania: 25 stycznia 2016
Liczba stron: 272
Pierwsze ślady obecności Żydów na terenie dzisiejszego Iranu dostrzegamy już w czasach biblijnych. Wzmianki o ich życiu codziennym na terenie ówczesnej Persji znajdujemy w księgach Izajasza, Daniela, Ezdrasza i Nechemiasza. To właśnie w tym rejonie geograficznym, znajdowało się tzw. państwo północne, które powstało po śmierci króla Salomona (ok. 931r.p.n.e) na skutek rozłamu Zjednoczonego królestwa Izraela na Królestwo Izraela (czyli wspomniane państwo północne) i Królestwo Judy. W 732r.p.n.e Państwo północne zostało podbite przez Asyryjczyków, którzy z czasem wypędzili mieszkającą w nim ludność pochodzenia żydowskiego. Do dziś nie jest pewne, jak potoczyły się dalsze losy tej grupy. Tradycja żydowska uznaje, że część ludzi, wchodzących w skład tzw. Dziesięciu Zaginionych Plemion Izraela ukryła się na ziemiach Medów, czyli na terenie północno-zachodniej części dzisiejszego Iranu, gdzie oficjalnie lub w ukryciu mogli wyznawać swoją wiarę.

Na przestrzeni wieków wyznawcy judaizmu byli różnie traktowani przez kolejnych perskich władców. Po latach władania Partów, w trakcie których Żydzi mieli dość dużą swobodę polityczno-religijną oraz okresie panowania tolerancyjnego króla Shapura I (215-270), Żydzi poczuli się dyskryminowani ze względu na swoją wiarę.  Kraj pod wodzą kolejnych królów sasenidzkich nie przypominał bowiem tego, który przetrwał w pamięci przeszłych pokoleń. Po tym jak stracono kilku żydowskich przywódców religijnych, zaczęto żywić nadzieję, że zataczająca coraz szersze kręgi pierwsza islamizacja Persji, będzie dla Żydów szansą na poprawę losu. Jednak po przejęciu kraju przez muzułmanów, zarówno przedstawiciele judaizmu jak również innych religii nieutożsamianych z islamem, zostali uznani za tzw. Zimmi, czyli gorszych obywateli imperium. Ten status pozwalał im wyznawać swoją wiarę, lecz byli przy tym zmuszani do płacenia ogromnych podatków oraz danin, wynikających z przymusowego zwolnienia ze służby wojskowej. Hebrajczycy mieli zakaz noszenia broni oraz jazdy konnej, nie posiadali także większości praw społeczno-politycznych, co wiązało się z obowiązkiem noszenia przez nich charakterystycznych ubrań, które miały odzwierciedlać ich status.

piątek, 6 kwietnia 2018

BooKaT - zakochaj się w książkowych Katowicach!


14 i 15 kwietnia mamy zaszczyt zaprosić na wydarzenie o tematyce książkowej w Katowicach! 

Organizatorzy projektu społecznego BooKat serdecznie zapraszają na wydarzenie, podczas którego docelowo mają odbyć się wykłady, spotkania autorskie i bloki dyskusyjne o książkach i ich pisaniu. Będziecie mogli uczestniczyć również w licznych konkursach z fantastycznymi nagrodami! 

wtorek, 13 marca 2018

Inna Perspektywa obejmuje patronatem ,,Tami z Krainy Pięknych Koni. Magiczna Kapadoclandia" Renaty Klamerus

7




Trzecia część przygód Tami, Rume i Keliego z Krainy Pięknych Koni. Kolejne wakacje przyniosą nowe przygody, jeszcze bardziej magiczne i niezwykłe niż w ubiegłych latach. Nasi bohaterowie nie będą bali się stawić czoła nowym wyzwaniom, bo są coraz starsi i coraz odważniejsi. Tami z kolegami i młodszym braciszkiem Borim nie myślą jednak tylko o dreszczyku emocji czy zabawie, ale starają się za pomocą magii nieść pomoc innym i czynić dobro. Niestraszne więc im będą dalsze zmagania ze zbójami czy walka z suszą. Znów będą też odwiedzać egzotyczne zakątki naszego globu. Wyruszą nawet w podróż do dalekiej Polski…

niedziela, 11 marca 2018

Czy Inna Perspektywa to blog na piątkę?

Pięć lat blogowania, to kawał czasu.  Kolejną rocznicę powinnam była świętować z kawiorem i szampanem (albo w moim dość oryginalnym wydaniu – rodzynkami w czekoladzie i sokiem pomarańczowym), ale obudziłam się w pierwszych dniach 2018 roku z myślą, że chciałabym przeżyć 29 stycznia w bardzo kameralnym gronie najbliższych blogowych przyjaciół. Ostatecznie, gdy w końcu nadszedł ten dzień, ograniczyłam się do napisania kilku słów na facebookowym profilu i uznałam, że tradycyjne podsumowanie roczne napiszę dopiero, kiedy uporam się niemal ze wszystkimi wpisami związanymi z czwartym rokiem istnienia Innej Perspektywy.  Co prawda przez moment chciałam darować sobie okazjonalną notkę, ale przyzwyczaiłam się już do tego, że raz na 365 dni patrzę na swoje działania z dystansu, aby sprawdzić ile z moich planów udało się zrealizować. Tym razem los sprawił, że ostatni akord 2017 roku niespodziewanie wybrzmiał z lekkim opóźnieniem, zwalając mnie z nóg. O tym jednak za chwilę…

wtorek, 27 lutego 2018

Blogowanie z innej perspektywy...


Kiedy 29 stycznia 2013 roku na Innej Perspektywie pojawiła się opinia o książce Pan Wołodyjowski myślałam, że pomimo moich szczerych chęci, ten blog nie przetrwa dłużej niż rok.  Do tamtej pory prowadziłam różne swoje projekty na innych platformach, ale entuzjazmu starczało mi na ok. 9 miesięcy. Pisanie stało dla mnie formą ucieczki od dość trudnej rzeczywistości. Nie chciałam jednak prowadzić modnego w tamtym czasie internetowego pamiętnika. Z założenia Inna Perspektywa miała być miejscem łączącym wszystkie moje pasje i ważne dla mnie tematy. Choć książki już wówczas były dla mnie niezwykle ważne, to przynajmniej początkowo myślałam, iż nieco więcej będę pisać o sporcie, grafice komputerowej czy mojej niepełnosprawności. Ostatecznie wygrały rzędy równiutko poukładanych literek zamieszczonych w powieściach i tomikach wierszy. Mimo wszystko nigdy nie zdecydowałam, że Inna Perspektywa będzie miejscem wyłącznie o literaturze, bo nie lubię ograniczeń. Z czasem okazało się, że uwielbiam szukać w moich lekturach nawiązań do filmu, muzyki oraz historii. Nie mogę, więc nazwać siebie recenzentką literacką, bo w moim przypadku to określenie nie do końca oddaje charakter tego, co robię.

czwartek, 8 lutego 2018

Subiektywna relacja z Świątecznych Targów Książki w Rzeszowie i spotkania autorskiego z Tomaszem Sekielskim


Ostatnie miesiące 2017 roku były dla mnie naprawdę wyjątkowe pod względem literacko-kulturalnym. Po niezwykle udanym spotkaniu autorskim z Magdaleną Louis we frysztackiej bibliotece postanowiłam wybrać się na Świąteczne Targi Książki do Rzeszowa. Od dawna czekałam na podobne wydarzenie w moim regionie. Co prawda nieco przytłacza mnie perspektywa ogromnych targów rodem z Krakowa czy Warszawy, ale od kilku lat przyciąga mnie atmosfera np. Śląskich Targów Książki, które z relacji znajomych wyglądają na nieco bardziej kameralną inicjatywę. Spotkania z pisarzami powinny być wszak okazją nie tylko do szybkiego zdobycia autografu w książce, ale także wymiany kilku ciepłych słów z autorami, którzy oddają w ręce czytelników swoją twórczość.