Zaczęło się zwyczajnie
Oj, aż trudno mi w to uwierzyć, że dokładnie 365 dni temu ukazał się pierwszy "oficjalny" post na tym blogu. Punkt dla tych, którzy zauważyli, iż część wpisów ukazało się w 2012 roku. Skąd więc ta rozbieżność dat? Wstępna decyzja powstania tej strony zapadła już pod koniec niezwykle trudnego dla mnie okresu i była czymś na kształt przedwczesnego postanowienia noworocznego. Pomyślałam, że warto zacząć robić coś konstruktywnego i przede wszystkim własnego! Faktem jest, iż wcześniej prowadziłam blogi o innej tematyce, ale nigdy nie czułam, że mogłoby to być coś na dłużej.
Będąc ponad rok Oficjalną Recenzentką Lubimy Czytać odnalazłam w sobie pasję do literatury, która zaczęła zajmować oraz ważniejsze miejsce wśród moich zainteresowań. Gdy moja "oficjalna" przygoda z portalem czytelniczym się skończyła, zastanawiałam się co dalej. Wciąż, już jako zwykła użytkowniczka w statusie bibliotekarki, publikowałam swoje teksty, ale czegoś mi brakowało. Wówczas wiedziałam już, że napisanie choćby kilku zdań o lekturze, to mój swoisty sposób na odreagowanie jej treści. Nie wiedziałam, czy nie jestem po prostu grafomanką, która stara się być kimś lepszym niż jest naprawdę.
Zaczęłam czytać blogi innych i się nimi inspirować. Nie pragnęłam kopiować, a jedynie czerpać z najlepszych wzorców. I tak trafiłam do Książkówki, Krainy Czytania i w dziesiątki innych miejsc, które odwiedzam do dziś. Potrzebowałam jednak dużo czasu, by podjąć ostateczną decyzję. W końcu i tak podjęliście ją Wy...
Promocja, która dodaje skrzydeł
Szablon powstawał bardzo powoli. Najpierw chciałam zrobić wszystkie elementy całkowicie sama, ale po wielu poszukiwaniach znalazłam gotową grafikę. Przyszedł czas na wypełnienie go treścią. Do dziś pamiętam, jak w myśl zasady, jaki Sylwester, taki cały przyszły rok, o północy z 31 grudnia na 1 stycznia linkowałam swoje opinie (wszystkie linki znajdziecie tutaj). Niedługo potem powstały posty o mnie i głównych założeniach strony. Później zrobiłam, coś na co nigdy potem bym się nie zdobyła. Wysłałam kilkanaście maili do moich blogowych mentorów. Chciałam tymi dość krótkimi wiadomościami podziękować im za setki godzin pracy w blogosferze i prosić o możliwość zalinkowania ich stron. Był w tym mały podstęp. Założyłam, iż jeśli nie spotkam się z pozytywną reakcją 80% osób, które podziwiam, to blog nie powstanie. Jak widzicie każde słowo, które czytacie, to Wasza zasługa. Mam nadzieję, że wy wszyscy czytelniczy, którzy nie przycięliście mi skrzydeł, wiecie że te słowa są skierowane do Was. W tym miejscu nie mogę zapomnieć o Oli i Ewie, które z dobroci serca, już na wstępie zamieściły banerki u siebie. Uwierzcie mi dziewczyny, to było dla mnie coś bezcennego, czego nie da się ująć w słowach.
Siła tkwi w komentarzach
Pierwsza recenzja była dla mnie bardzo ważna. Z perspektywy czasu, myślę, iż w pewien sposób określała charakter tego miejsca. Klasyka gatunku, czyli "Pan Wołodyjowski" w nowoczesnym formacie audiobooka. Doskonale pamiętam pewien komentarz Mavericus'a:
Do dziś komentarze i blogerzy są dla mnie ważni. Każda wypowiedź jest dla mnie cenna, tak samo jak jej twórca. Przecież piszemy nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Wymiana myśli nauczyła mnie pokory i nakłoniła do działania. Dlatego z całego serca dziękuję komentatorom, którzy zostawili po sobie ślad. Każdy to dla mnie dowód, że warto pisać. Poza tym nie zliczę wielu słów wsparcia, które od Was dostałam w najtrudniejszych chwilach.Napiszę tak jestem oniemiały po Twojej recenzji audiobooka żałuję, że nie miałem możliwości przesłuchać płyty, co będę musiał w krótkim czasie nadrobić. Dla mnie początek Twojego bloga jest z przytupem i wróże mu świetlaną przyszłość. Pozdrawiam serdecznie;)
Zaufanie i spełnianie marzeń
Mój dorobek czytelniczy, jak wiadomo, nie jest zbyt wielki. Niemniej są takie chwile, kiedy czuję, że znajduję w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Było tak kilkukrotnie. Bardzo podbudowała mnie nagroda recenzenta tygodnia portalu LubimyCzytać za opinię o "Hrywdzie". Dla mnie było to niezwykle ważne po ustaniu oficjalnej współpracy. Pojawiły się pierwsze propozycje od wydawców. Bardzo ostrożnie wybierałam tytuły, gdyż od początku chciałam, by na moim blogu nie zabrakło również mniej znanych książek. Tutaj szczególne podziękowania dla Grzegorza Lindenberga, Katarzyny Grzyb, Agnes i Władysława Zdanowicza za okazane zaufanie, dzięki któremu mogłam przeczytać fragment ich twórczości. To była dla mnie zawsze niespodzianka i wyróżnienie. Te uczucia towarzyszyły mi również gdy pojawiła się możliwość współpracy z portalem Sztukater.pl. To była dla mnie niezwykła chwila, choć nie pozbawiona wątpliwości. Ostatecznie nagle otworzyły się przede mną nowe horyzonty.
Moja perspektywa
Jednym z ważniejszych odkryć tego roku było to iż, jako blogerka (nie do końca jestem przekonana, że nią jestem) mogłam włączyć się w kilka akcji charytatywnych. Dla mnie szczególnie ważna była aukcja charytatywna dla Stowarzyszenia "Tak Życiu", do którego kiedyś należałam. Sam wynik, nie był może oszałamiający, ale pozwolił mi spełnić moje marzenie o pomaganiu. To był dopiero początek, tego co chciałabym zrobić, ale o tym na razie cicho sza...
Pierwotnie na blogu miało być więcej wpisów prywatnych, ale jak dotąd nie było ich zbyt wiele. Pisałam m.in o wizycie na Podpromiu i w kinie.
Na przyszłość
Przez ten rok, przekonałam się, że nie należy snuć dalekowzrocznych planów. W najbliższym czasie notki będą pojawiać się nieco częściej. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy wspominać dwa lata istnienia bloga w tym samym, a może i większym, gronie. Dziękuję Wam, wszystkim razem oraz każdemu z osobna za to, że tu zaglądacie. Jak widzicie to miejsce w przyszłości? Czekam na Wasze komentarze i sugestie.