Dni w kalendarzu mijają niepostrzeżenie, zamieniając się w
miesiące, a później lata. Pisząc te słowa, nie mogę uwierzyć, że mija dokładnie
trzy lata, odkąd istnieje ten blog. Gdyby ktoś powiedział mi 52 tygodnie temu,
w jakim punkcie będę dzisiaj, nie uwierzyłabym. Cóż, życie płata nam figle,
daje gorzkie lekcje i miłe niespodzianki, które prowadzą nas w całkiem
niespodziewanym kierunku.
O wielkich wyzwaniach
słów kilka
Ten rok był czasem nowych pomysłów, wielkich celów i
przełamywania własnych wewnętrznych barier. W końcu pojawiła się recenzja
pierwszej anglojęzycznej książki przeczytanej przeze mnie w oryginale. Opisanie moich
wrażeń po lekturze „Cancer Schmancer” zajęło mi ponad osiem miesięcy. Tu
chciałabym serdecznie podziękować Wojtkowi oraz nieocenionej tłumaczce, która
przełożyła całą recenzję na angielski, ukazując nieprzebrane pokłady
cierpliwości do moich wciąż za niskich umiejętności pisania w języku obcym oraz czasem mojej rogatej osobowości. To
uświadomiło mi, jak dużo muszę się jeszcze nauczyć.
Kolejnym wielkim projektem, jaki zapoczątkowałam w zeszłym
roku jest seria Mistrzowie polskiego reportażu, w ramach której ukazał się na
razie tylko jeden tekst o Januszu Korczaku. To nie oznacza, że pomysł upadł
zanim się narodził. Już przy okazji drugiej notki o reportażu z publikacji pod
redakcją Mariusza Szczygła okazało się, iż zakiełkowała we mnie nowa idea. Tak
powstała zakładka Notatka z historii, gdzie od czasu do czasu przybliżam wam ciekawostki,
związane z powstaniem Polonii w USA. Plany na rozwój tego małego segmentu mojej
strony są ambitne, ale mogą się rozbić o rzeczywistość, stąd na dzień
dzisiejszy nie wiem, czy zrealizuję wszystko w takim kształcie, jak zamierzam.
Czas pokaże.
Największym wyzwaniem tego roku było dołączenie do redakcji
portalu Z kamerą wśród książek. Wspominałam już w poście jakiś czas temu, że
był to dla mnie trudny krok, zważywszy na wcześniejsze doświadczenia. Na ten
moment uważam, iż podjęłam słuszną decyzję ze względu na kapitalną i twórczą
załogę portalu. Wszystkie odsyłacze do moich tekstów w ramach tej współpracy
znajdziecie w zakładce Moje teksty w portalu Z kamerą wśród książek.
O potędze zaufania
Największą niespodzianką tego roku były z pewnością dwie
publikacje, nad którymi mój blog objął patronat medialny. Obie pozycje miały
swoją premierę w listopadzie ubiegłego roku. Dla mnie było to ogromne
wyróżnienie, zważywszy na fakt, że nie współpracuję ma stałe z żadnym
wydawnictwem, choć sporadycznie oczywiście ulegam pojedynczym propozycjom.
Kiedy zakładałam Inną Perspektywę, postanowiłam pójść nieco inną drogą niż większość
blogerów. To miejsce nie miało mieć ściśle literackiego charakteru, a ja sama
nie zamierzałam czytać powieści w ilościach hurtowych. Znając nieco meandry
marketingu, mam świadomość, że ta strona nie ma potencjału reklamowego. Dla
mnie literatura stanowi coś więcej, bo to przede wszystkim realizacja pasji.
Wiąże się to z tym, że czasem lubię zatopić się w jednej powieści na wiele dni.
Oczywiście taka sytuacja ogranicza możliwość patronatów. Wyobraźcie sobie, więc
moje zaskoczenie, gdy dwójka autorów zgłosiła się do mnie z propozycją
współpracy. To niezwykłe, że zrobiły to osoby o nietuzinkowych osobowościach i
wielkim talencie. Dziękuję im za okazane zaufanie. Jeśli jeszcze nie
czytaliście „Hiszpanii w filmach Pedra Almodóvara” Anny Sikorskiej bądź
„Złotych spinek Jeffreya Banksa” Marcina Brzostowskiego, koniecznie zapoznajcie
się zawartością zakładki Patronaty.
Dziękuję również pani Renacie Klamerus, że miałam okazję
zrecenzować jej dwie unikatowe powieści dla dzieci oraz wszystkim autorom,
którzy podzielili się ze mną owocami swojej pracy.
O pomaganiu słów
kilka
Ten post to znakomita okazja do wspomnienia o akcji
charytatywnej, do jakiej miałam okazję się przyłączyć. Chodzi o projekt „Szczęście do wzięcia”, w ramach którego wydawnictwo WAM oraz blogerzy zachęcali was do
podzielenia się drobnymi kwotami, aby wesprzeć podopiecznych Specjalnego
Ośrodka Szkolno - Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w
Krakowie. Nie wiem czy wiecie, ale zebrano 21 121,35 (stan na 6 stycznia). Pewnie
moja zasługa w tym żadna, ale jeśli ktoś, dzięki mojemu wpisowi zdecydował się
otworzyć serce dziękuję.
Niestety czasem na pomoc jest za późno. Druga akcja, której
kibicowałam w tym roku, miała aspekt lokalny. Promowałam ją głównie na moim
koncie na Facebooku, choć w bocznym pasku bloga przez długi czas była ikonka do
strony z historią Sylwii Makuch. Była to niezwykła nastolatka uwielbiająca
czytać. Piszę w czasie przeszłym, bo Sylwia przegrała walkę z mukowiscydozą w
grudniu ubiegłego roku. Z perspektywy czasu żałuję, że nie napisałam wam o
zbiórce w specjalnym wpisie. Chyba przez cały ten czas miałam niczym
nieuzasadnioną nadzieję, że jednak najgorszy scenariusz się nie sprawdzi.
Jednak stało się inaczej.
Inspiracja to życie,
ludzie i cały świat, który nas otacza
W tym miejscu uśmiecham się serdecznie do osób, które były
dla mnie wsparciem w okresie zwątpień i niepewności. O dziwo nawet w
absurdalnym i wrogim wirtualnym świecie, można znaleźć niezwykłych ludzi. To
zarówno osoby niezwiązane ściśle z blogosferą jak Sylwia czy Majka, ale również
autorki blogów, które zawsze emanują ciepłem jak Marta (Zaczytana mama),
Aleksandra (Książki Oli), Marta (OkiemMK) czy Wiola (Subiektywnie o książkach).
Dziękuję wszystkim piszącym, którzy dopingowali mnie od początku i czasem tu
zaglądają. Wszak znalazłam ulubiony Kącik z książką i regularnie Zwiedzam Wszechświat, z czego bardzo się cieszę.
Wbrew pozorom te kilka miesięcy sprawiło, że odkryłam parę
świetnych miejsc, gdzie mogę poczytać o wspaniałych pozycjach. Poznałam siłę
przekazu takich stron, jak Książkowo czyta, Nie teraz – właśnie czytam, Krótko acz treściwie, Wielki Buk i Qulturasłowa. Ponownie zakochałam się w tekstach
Kaśka (Z pasją o dobrych książkach) oraz Kasi Pessel (Taki jest świat).
Przepraszam wszystkie osoby, które pominęłam. Mam nadzieję, że dostrzegacie
moją obecność ma waszych blogach i wiecie, że doceniam waszą pracę.
Miłe niespodzianki
Przynależność do Dyskusyjnego Klubu Książki to dla mnie
wielki zaszczyt. Wbrew pozorom to nie tylko przeczytanie i opisanie jednego
tytułu w miesiącu, ale także kontakt z ludźmi kochającymi czytać. To też
rzadkie w małych miejscowościach spotkania autorskie. Miałam okazję pisać o XXV Międzynarodowej Galicyjskiej Jesieni Literackiej i majowej wizycie we frysztackiej bibliotece pani Marty Fox.
Największą niespodzianką okazało się wyróżnienie za tekst o „Zabójcy”
Marii Nurowskiej. Było to dla mnie spore zaskoczenie, gdyż nie widzę w tym
tekście nic szczególnego. Z pewnością była to jedna z najostrzejszych opinii
ubiegłego roku. W tym miejscu dziękuję całemu DKK z mojej miejscowości za to,
że uwierzyliście we mnie. To też wasza nagroda!
O tym, co nie wyszło
i jakie są plany, które pewnie też nie wyjdą
Blogowe urodziny to zwykle czas rozliczeń, chociaż zwykle
trudno w takich chwilach pisać o porażkach. Niemniej postanowienia mają to do
siebie, że zdarza nam się ich nie zrealizować. Podobnie jest z moją zakładką
Wyzwania. W ubiegłym roku nie udało mi się sprostać ani wyzwaniu bibliotecznemu
(choć cel był blisko) ani nie przeczytałam tylu książek polskich autorów, by
być usatysfakcjonowaną. W tym roku postawiłam sobie poprzeczkę jeszcze wyżej i pewnie
też do niej nie doskoczę. Wiele od siebie wymagam, ale dla mnie ważna jest sama
droga na szczyt, niezależnie od tego, czy ostatecznie się uda.
Niestety muszę przyznać, że mam kilka zaległych opinii ze
zbiorów domowo-bibliotecznych. Nie wiem czy wiecie, ale dzielę się z wami
opiniami o niemal wszystkich książkach, jakie czytam. Czasem jednak nawał
obowiązków sprawia, iż recenzja się opóźnia, zwłaszcza gdy omawiana publikacja
jest moją własnością.
Po wielu przemyśleniach zdecydowałam, że na razie rezygnuję
z poznawania audiobooków. Nie mam nic przeciwko tej formie odbioru literatury,
ale wraz z momentem poznania mobilnych aplikacji do czytania ebooków z
ustawianiem jasności ekranu, słuchowiska poszły w odstawkę.
Dlaczego warto czytać,
pisać i mieć blog
Drugi rok prowadzenia własnego miejsca w sieci, uświadomił
mi, że nic nie jest nam dane na stałe, a każdy człowiek staje na naszej drodze,
by nas czegoś nauczyć. Dziękuję wszystkim, którzy byli przy mnie. Jestem bardzo
wdzięczna za wszystko, czego się od was nauczyłam. Szczególne cenne są dla mnie
sygnały, że dzięki moim tekstom sięgacie po jakąś dobrą powieść albo po prostu
zwróciliście uwagę na coś, co wam umykało. Osoby, które znają mnie bliżej,
czasem mówią, iż ta strona jest dowodem na to, iż można realizować siebie
pomimo trudności. Ja wiem, że to miejsce jest wyjątkowe dzięki waszej
obecności. Dziękuję za każdą waszą wizytę i każdy komentarz. Dobrze, że
jesteście!