![]() |
Autor: Marek Kotkiewicz
Tytuł: „Jutro już było..."
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
ISBN: 978-83-7805-328-6
Data wydania: 20 listopada 2013
Liczba stron: 340
|
Pozycja podzielona jest na kilkanaście mniejszych tomików,
tworzących niemal spójną całość. Pewną różnicę stanowi tylko pierwsza część
publikacji, gdzie znajduje się tytułowe opowiadanie. Zastosowanie retrospektywy
nie jest niczym nowym. W tym przypadku początkowo widzimy analizę odkrytych
zwłok, które są makabrycznie, a przez zastosowaną narrację nabierają
bezprzedmiotowości. Autor zderza ten obraz z widzeniem świata ludzi z pewnych
przyczyn wypchniętych poza nawias społeczeństwa. Morderca, miejski graficiarz,
a może pomijany i opluwany bezdomny. Czy między tymi postaciami można postawić
znak równości? Czyżby to był jeden człowiek o trzech aspektach osobowości? To
tylko część pytań, na które czytelnik będzie musiał znaleźć własną odpowiedź.
Auror w innych prozaikach stawia na aspekt opisu krótkich zdarzeń. Zwykle
zamyka swoją relację po kilkunastu zdaniach, tworząc swoistą mini powiastkę
filozoficzną. To pobudza myślenie odbiorcy, nie dając mu jednak szansy dogłębnej
i rzeczowej analizy podejmowanych decyzji, gdyż przedstawiany obraz to zaledwie
skrawek szerszej rzeczywistości.
W tym miejscu część z Was już może się dziwić, czemu
wspomniałam, iż sięgnęłam po tomik wierszy, a piszę o prozie. Otóż, liryka
stanowi znacznie ważniejszy aspekt twórczości artystycznej Kotkiewicza. Autor
preferuje bardzo oszczędną, nowoczesną formę przekazu. Brak tu wielkich liter i
interpunkcji, co podkreśla surowość większości wierszy. Liryki nie przekraczają
kilkunastu wersów. Wiele utworów poetyckich ma zbieżne tytuły lub w ogóle ich
nie posiada. Wydaje się, że tu nie liczy się nazwa, a przedstawianie
nielukrowanej niczym rzeczywistości. Ten tomik bywa sarkastyczny i przedstawia
marność ludzkiej egzystencji, ukazując ukryty pociąg do zła, ujawniając pewien
rodzaj fascynacji brzydotą i równocześnie chęć poprawy.
oko co siebie nie widzi
zachodzi mleczną mgłą
głucho brzmi harfa
sam sobie zadaję cios
pokutne widma tańczą wkoło
promieniom brak już tchu
jak wskrzesić ogień
aby cofnął dzisiejszy czas
(Marek Kotkiewicz – „Oko co siebie nie widzi”)
Podmiot liryczny bezlitośnie wytyka błędy. Zarzuca nepotyzm, fałszywą religijność i skłonność do
pijaństwa. W moim odczuciu, aspekt wiary jest tu niezwykle skomplikowany. W
wersach widać wyraźnie odwołanie do pewnego systemu wartości. Jest to jednak
spowiedź człowieka wątpiącego w istnienie miłosiernego Boga, bądź
jakiegokolwiek wyższego absolutu. Poszukiwanie sensu i uczuć, to elementy łączące
wszystkie utwory w „Jutro już było...” nawet te, które śmiało można uznać za
erotyki. Mowa tutaj o zbiorze zatytułowanym „Nekrolog dziennikarza”, gdzie
główny bohater skrupulatnie opisuje relacje intymne z kilkunastoma kobietami.
Każdy wiersz opatrzony jest imieniem konkretnej partnerki.
Bardzo trudno jest jednoznacznie określić wydźwięk pozycji. Z pewnością poeta zdecydował się stworzyć coś bardzo kontrowersyjnego, a równocześnie szczerego. Trzeba przyznać, iż słowa mogą spowodować depresję u bardzo wrażliwego czytelnika, bunt wśród feministek czy sprzeciw duchowieństwa. Mnie osobiście przesłanie nie przekonało, ale jeśli lubicie bardzo męską poezję, która nie jest posypana lukrem i przedstawia najciemniejsze strony codzienności to ta książka powinna znaleźć się na waszej półce.
Bardzo trudno jest jednoznacznie określić wydźwięk pozycji. Z pewnością poeta zdecydował się stworzyć coś bardzo kontrowersyjnego, a równocześnie szczerego. Trzeba przyznać, iż słowa mogą spowodować depresję u bardzo wrażliwego czytelnika, bunt wśród feministek czy sprzeciw duchowieństwa. Mnie osobiście przesłanie nie przekonało, ale jeśli lubicie bardzo męską poezję, która nie jest posypana lukrem i przedstawia najciemniejsze strony codzienności to ta książka powinna znaleźć się na waszej półce.
***
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Portalowi Sztukater.pl