Ads 468x60px

piątek, 12 kwietnia 2013

Molier - Skąpiec



Autor:  Molier
Tytuł: „Skąpiec" 
Tytuł oryginału: L’Avare
Tłumaczenie: Tadeusz Żeleński (Boy)
ISBN: 8388944584
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza „Promocja"
Rok wydania2001
Liczba stron: 83
Człowiek ma zaskakującą tendencję dostrzegania różnych słabostek u innych. Bywają one mniej lub bardziej uciążliwe dla innych. Od pewnego czasu jedna z polskich telewizji nadaje interesujący cykl reportaży o jednej z takich wad. Na pierwszy rzut oka można uznać przedstawiane tam sknerstwo, jako groteskowe i wręcz abstrakcyjne.  Bohaterowie z własnej, nieprzymuszonej woli decydują się spać na starych karimatach czy brać kąpiele w ubraniach, gdyż twierdzą, iż to oszczędność wody i środków piorących. Można się tu wykazać niezwykłą pomysłowością, lecz to nie jest najważniejsze. Następuje coś w rodzaju przeniesienia uwagi z rodziny na pieniądze, których nie chce się wydawać. O ile bieda potrafi niejako scalić w nieszczęściu, o tyle skąpstwo często prowadzi do niezwykłych sytuacji.
Molier w „Skąpcu” pokazał wadę zbytniej oszczędności w sposób przerysowany, bardzo komiczny, a zarazem ekscentryczny. Cóż można powiedzieć o głównym bohaterze utworu? Harpagon jest bez pamięci zakochany… w swojej szkatułce z pieniędzmi zakopanej w ogródku. Może ukryłby obiekt swojego uwielbienia, gdyby nie ciągłe myśli i chęć pomnożenia majątku. Robi to oczywiście w tajemnicy przed swoją rodziną zajmując się niezbyt szlachetnym zajęciem – lichwą. Traf chce, by jego największa wada go zgubiła, gdyż przez to, ze jest dusigroszem, pod drzwi tego nieuczciwego pożyczkodawcy trafia nie kto inny jak jego własny syn. To rozpoczyna lawinę, która spowoduje splot wielu zdarzeń.
Choć monety w tej francuskiej komedii wciąż brzęczą, to ważniejsze w efekcie, staje się samo dążenie do osiągnięcia szczęścia. Mamy tu dość rozwinięty wątek miłosny.  Kleant kocha Mariannę, która z kolei jest narzeczoną Harpagona, ale jeszcze nie wie, że… No dobrze oszczędzę Wam streszczania tego iście wenezuelskiego wątku. Molier stawia przed nami dość przewidywalną fabułę, co jakiś czas łechcąc naszą próżność. W pewnym momencie, ma się tę miłą świadomość, że chyba tylko bohaterowie nie wiedzą, co stanie się w kolejnej scenie. Co więc sprawia, że nie obniżę swojej oceny za brak zaskoczenia? Odpowiedź jest prosta. Dopiero, gdy przeczytasz ostatnią stronę (lub o szczęśliwcze, usłyszysz ostatnie zdanie z teatralnej sceny), dojdziesz do wniosku, że celem autora nie było wcale rozśmieszenie Cię do łez. Nagle z siłą huraganu uderzają pytania, które na jakimś etapie życia zadaje sobie każdy z nas. Czy warto gonić za pieniędzmi? Czy każdemu ufać? Czy należy być szczerym? Zdajemy sobie wtedy sprawę, iż nasz śmiech ma ostatecznie gorzką barwę.
To już drugi mój kontakt z publikacją wydaną przez oficynę wydawniczą „Promocja”. Pomimo wciąż występujących literówek nie jest to już tak wielki problem, jak w przypadku „Romea i Julii”, o czym warto wspomnieć. Zniknęły natomiast moje uwagi względem wartości merytorycznej opracowania dzieła.
Ciekawe jest spojrzenie na opisany utwór przez pryzmat autora. Był w końcu skandalistą swoich czasów i nie miał czci do dorobku swoich konkurentów, co powodowało u nich wybuchy niepohamowanej irytacji. Trudno się dziwić, jeśli ten ulubieniec Króla Słońce wypowiadał dialogi innych w swoich prześmiewczych sztukach. Przy okazji tej recenzji, gdzieś w tle rodzi się dyskusja o tym, gdzie jest granica między inspiracją, a plagiatem. Widać przecież fascynację dziełem Plauta pt.: „Skarb”.  Niezależnie od opinii na ten temat, warto poznać „Skąpca”, bo to naprawdę mądra komedia.  

Moja ocena: 7/10 (bardzo dobra książka)

20 komentarzy:

  1. Tak, to mądra komedia. Zgadzam się z tym w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znakomity dowód na to, że pozory mogą mylić. Naprawdę można wynieść coś wartościowego nawet z komedii. Dla mnie to było ogromne zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och, jakże dawno to czytałam i oglądałam...Cieszę się, że przypominasz tę komedię. Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja do twórczości Moliera wróciłam po latach. W szkole, wieki temu czytałam "Świętoszka", a teraz uzupełniam zaległości z klasyki, ze względu na moją dwanaście lat młodszą siostrę, która ma tę książkę teraz w kanonie lektur szkolnych. Miło mi było o niej napisać i Ci ją przypomnieć. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Molier jest ponadczasowy w każdym wydaniu. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zupełnie się z tym zgadzam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta klasyka nadal przede mną. Dobrze, że o niej przypominasz. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Polecam Ci przy chwilce czasu zapoznać się z tą króciutką komedią. Miło czasem sięgnąć po klasykę nawet po to, by się troszkę przy niej pośmiać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam, że to mocna rzecz, ale nie podjąłbym się teraz pisania o niej. Musiałbym po raz drugi przeczytać, gdyż już się kilka razy przekonałem, że punkt widzenia zmienia się z czasem, nie tylko punktem siedzenia. Szkoda, że tego czasu wciąż brak :) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zawsze staram czytać, gdy książka jest jeszcze świeżo w mojej pamięci, choć bywają wyjątki, jak np. "Folwark zwierzęcy", który jeszcze czeka u mnie na opisanie i polecenie. Całkowicie zgadam się punkt widzenia wraz z wiekiem. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O dziwo jest to jedna z niewielu lektur, która mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem zdarzają się ciekawe lektury :)

      Usuń
  12. Ach, literatura francuska. Molier jest po prostu niezrównany. Polecam jego twórczość wystawianą na żywo. Ja byłem m.in. na "Chorym z urojenia" z Andrzejem Grabowskim w roli głównej i z czystym sumieniem mogę zarekomendować ten spektakl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie mam okazji zbyt często chodzić do teatru, choć mam jakieś przeczucie graniczące z pewnością, iż Grabowski w tej roli jest niezrównany. Swoją drogą zauważyłam, że literatura francuska zajmuje u mnie wyjątkowe miejsce. Balzac, Molier, a ostatnio Romain Rolland. Obawiam się, że to nie koniec...

      Usuń
  13. Molier był geniuszem :) co prawda wolę "Świętoszka", ale "Skąpiec" też gwarantuje doskonałą rozrywkę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja chyba wolę "Skąpca". Przypuszczam, że to ze względu na to, iż "Świętoszek" był moją lekturą szkolną. Nie wiem czy w klasie I gimnazjum byłam już gotowa na Moliera i może stąd taka ocena :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Molier genialny, ale Boy też genialny. Bardzo lubię jego tłumaczenia. W ogóle go lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się z Tobą w zupełności. W planach mam nie tylko książki w jego przekładzie, ale również jego utwory. Żeleński jest niezwykłym tłumaczem.

    OdpowiedzUsuń
  17. O, tak, jego utwory też są dobre. Zaczynałam od felietonów, dotąd bywają aktualne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nadal przede mną, ale skoro tak twierdzisz, to czuję się jeszcze bardziej zachęcona :)
      P.S Twój komentarz jest zdublowany więc pozwoliłam sobie jeden usunąć. Pozdrawiam :)

      Usuń

Zapraszam do komentowania. Czuj się jak u siebie i pisz co myślisz, nie bądź jednak wulgarny/a ani chamski/a. Będę wdzięczna za każdy komentarz.
P.S SPAM będzie bezceremonialnie usuwany. Jeśli chcesz polecić mi jakąś stronę, skorzystaj proszę z zakładki kontakt u góry strony i wypełnij tam odpowiedni formularz.