Ads 468x60px

czwartek, 16 czerwca 2016

Subiektywna, krótka relacja z Festiwalu Pięknej Książki w Rzeszowie

Słowem wstępu

W dniach 11-12 czerwca odbył się Festiwal Pięknej Książki w Rzeszowie. Dla wielu to dopiero przykrywka przed 20. Międzynarodowymi Targami Książki, które w tym roku odbędą się w dniach 27-30 października w Centrum Targowo-Kongresowym Expo Kraków. Choć podkarpackie wydarzenie nie może się równać temu małopolskiemu pod względem ilości wystawców, to jednak trzeba przyznać, że czytelnicy z południowo-wschodniej Polski rzadziej mają okazję spotkać się z tak wieloma literatami i naukowcami w jednym miejscu. Sam festiwal odbywał się niejako dwutorowo. W galerii Millenium Hall czytelnicy mogli zakupić książki na stoiskach wydawnictw i uczestniczyć w spotkaniach autorskich, natomiast w hotelu Hilton ambitniejsi odbiorcy mieli okazję słuchać debat dotyczących m.in. historii Kresów. Wśród zaproszonych gości znaleźli się m.in. prof. Jerzy Bralczyk, Michał Ogórek, Hanna Bakuła czy Robert Makłowicz. Poznaliśmy również laureatkę konkursu na opowiadanie pod hasłem Zaloguj się na Kresach.

Co może  wydarzyć się przez 90 minut?

Muszę przyznać, że dla mnie udział w Festiwalu Pięknej Książki był nie lada wyzwaniem. Ci, którzy znają mnie nieco bliżej wiedzą, że bardzo rzadko uczestniczę w takich wydarzeniach, głównie ze względu na aspekt organizacyjny takiej wyprawy, ale również pewien rodzaj lęku przed tłumem i nadmiernymi spojrzeniami w moją stronę. No, ale trzeba walczyć z własnymi barierami.
Zaczęło się od opracowania szczegółowego planu na dwa dni, choć już na początku wiedziałam, że ten optymistyczny scenariusz będę musiała skrócić do absolutnego minimum wszak moi bliscy, z którymi udałam się do Rzeszowa, nie mają czasu z gumy, a poza tym nie do końca podzielają moją pasję do książek, stąd skondensowałam mój udział w festiwalu jedynie do 90 minut i to w niedzielę, czyli wtedy, gdy większość poczytnych autorów rozjechała się już swoich domów. Chociaż w tym dniu zdecydowanie ciekawiej prezentował się plan dyskusji w hotelu Hilton, ja wybrałam się na spotkanie autorskie z Magdaleną Zimny-Louis. Nie ukrywam, iż było to spowodowane faktem, że jakiś czas temu powieść „Pola" zrobiła na mnie naprawdę spore wrażenie.

Przejdźmy do sedna


Nim jednak udałam się do Saloniku Literackiego, wzbogaciłam swoją domową biblioteczkę o kilka nowych pozycji. Postanowiłam pójść nieco pod prąd i skorzystać z propozycji mniej znanego wydawnictwa, czyli Podkarpackiego Instytutu Książki i Marketingu. Uznałam, iż to unikalna okazja wsparcia lokalnego rynku wydawniczego wszak często cudze chwalimy, swego nie znamy. Moją szczególną uwagę zwróciły książki Jerzego Janusza Fąfary. Ten prozaik jest znany m.in dzięki powieściom stanowiących kanwę słuchowisk nadawanych na antenie Polskiego Radia Rzeszów. Zdecydowałam się na zakup nie tylko "Brzytw kata Salingera”, ale również biografii Józefa Szajny. I tu spotkała mnie nie lada niespodzianka, gdyż na stoisku spotkałam nie kogo innego jak samego autora tychże pozycji.

Wspólne zdjęcie z Jerzym J. Tąfarą
Później przyszedł czas na spotkanie autorskie z Magdaleną Zimny-Louis. Do Saloniku Literackiego dotarłam w samą porę, by poznać opinię Roberta Makłowicza m.in. o armeńskich trunkach. Chociaż niezbyt często oglądam program telewizyjny słynnego kucharza, to jednak muszę przyznać, że te kilka minut słuchania o jego największej pasji było naprawdę ciekawym doświadczeniem nawet dla osoby niemającej talentu kulinarnego.

Spotkanie z Robertem Makłowiczem cieszyło się sporym powodzeniem

Wspomnienie kraju Ormian nie było przypadkowe, gdyż pewna część akcji najnowszej powieści Magdaleny Zimny-Louis dzieje się właśnie w pięknych rejonach Armenii. Sama autorka przyznała, że książka „Zagubione" nie powstawały gdyby nie podróż w piękne rejony Kaukazu. Widać było, że pisarka bardzo dobrze czuła się w Millenium Hall, gdzie kilka dni wcześniej odbyła się oficjalna premiera jej najnowszej publikacji. Na pewno ci czytelnicy, którzy liczyli na miałką pogadankę o niczym, doznali pewnego szoku. Pani Magdalena nie jest bynajmniej osobą, która ucieka od trudnych tematów. Co więcej jej szczere opinie zmuszają odbiorców do głębokich przemyśleń, nie pozostawiając ich obojętnymi. Sama rozmówczyni przyznała, że posiada cięty język. Moim zdaniem to świadczy o czymś, co w dzisiejszych czasach jest coraz większą rzadkością, czyli o odwadze. Zresztą główna bohaterka spotkania dała się poznać, jako ktoś pewny swojej wartości, kto wie, w jakim kierunku chce podążać, a to niezwykle cenne w dzisiejszym świecie kultury. Chyba najbardziej zdziwiło mnie jednak stwierdzenie pani Magdaleny o tym, że zaraz po publikacji książki bohaterowie niejako umierają w jej pamięci, pozwalając narodzić się postaciom, które będą stanowić trzon dla kolejnej powieści. Nie odbyło się również bez chyba już sztandarowego pytania o to czy to prawda, że pisarka była właścicielką klubu żużlowego. W odpowiedzi Magdalena Zimny-Louis potwierdziła tę informację dodając, iż jest to dla niej temat zamknięty. Pisarka okazała się natomiast pomysłodawczynią konkursu Zaloguj się na Kresach. Sama idea przedsięwzięcia miała być wyrazem hołdu dla gatunku opowiadania, bo to właśnie od tej krótkiej formy literackiej rozpoczęła się twórcza droga mieszkanki Podkarpacia. Na koniec przyszedł oczywiście czas na podpisywanie książek. Tutaj należy nadmienić, że pomimo tego, że wydawnictwo Galeria Książki nie było oficjalnym gościem festiwalu, to zainteresowani bez trudu mogli kupić książkę „Zaginione" w jednej z kilku księgarń na terenie Milenium Hall.

Wspólne zdjęcie z Magdaleną Zimny-Louis

Na koniec mojej wizyty na festiwalu Pięknej Książki wróciłam na stoisko Podkarpackiego Instytutu Książki i Marketingu, gdyż niespełna godzinę wcześniej mój wzrok przykuł niezwykły „Leksykon sportu rzeszowskiego", który dla mnie, jako kibica był pokusą nie do odparcia. Uznałam, że to będzie słodka nagroda za to, że pokonałam swoje bariery i wyszłam do ludzi. A może po prostu jestem książkocholikiem i się usprawiedliwiam?



7 komentarzy:

  1. Aniu! Jesteś cudowna!!! Bywaj częściej na takich imprezach, bo widać, że Ci służą! Bariery pokonane więc teraz można szaleć :) A i tak pięknie to wszystko opisałaś! Pozostaje mi życzyć Ci przyjemnej lektury nowych nabytków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba barier jeszcze nie pokonałam, ale mam nadzieję, że zrobiłam krok w dobrą stronę. Cieszę się, że relacja Ci się podoba. Chciałam po prostu choć w pewnym stopniu przekazać emocje, jakie mi towarzyszyły. A książki będą musiały cierpliwie poczekać na swoją kolej.

      Pozdrawiam Cię Marto serdecznie i dziękuję że znalazłaś chwilkę, by tu zajrzeć :)

      Usuń
  2. Brawo, brawo, brawo! Ale będziesz miała Aniu piękne wspomnienia!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, a to przecież było tylko 90 minut :)

      Usuń
  3. Jak zawsze tekst, z którego bije miłość do książek ;) Bardzo się cieszę, iż zrobiłaś maleńki kroczek w przód, oby więcej takich. Wiesz o czym mówię ;) Dobrze wiem,jakie to trudne było. Jednak życie mamy tylko jedno, więc "carpe diem"! Dla samego leksykonu warto było jechać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma jakiegoś bzika. Wyobraź sobie mnie bez książki... To nie byłabym ja :D

      Usuń
  4. To prawda, Ty bez książki to nierealne ;) Swoją drogą ciekawe bez czego, Ty sobie mnie nie wyobrażasz :P

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania. Czuj się jak u siebie i pisz co myślisz, nie bądź jednak wulgarny/a ani chamski/a. Będę wdzięczna za każdy komentarz.
P.S SPAM będzie bezceremonialnie usuwany. Jeśli chcesz polecić mi jakąś stronę, skorzystaj proszę z zakładki kontakt u góry strony i wypełnij tam odpowiedni formularz.