Ads 468x60px

sobota, 9 sierpnia 2014

Vanessa Diffenbaugh - Sekretny język kwiatów

Autor:  Vanessa Diffenbaugh
Tytuł: „ Sekretny język kwiatów"
Tytuł oryginału: The Language of Flowers
Tłumaczenie:  Małgorzata Miłosz
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-24723-72-0
Data wydania: 18 maja 2011
Liczba stron: 400
Czy zastanawialiście się kiedyś, co oznacza pęczek bazylii dołączony do Waszego bukietu? Dziś zwracamy raczej uwagę na konkretną aranżację czy osobisty gust, jeśli chodzi o dobór odmian ofiarowanych innym. Znamy, co prawda, przynajmniej pobieżnie, symbolikę róż, ale już tylko wybrańcy wiedzą, że Amerykanie odmiennie od nas, lubią otrzymywać np. chryzantemy, które są dla nich synonimem szczęścia. Tymczasem, kwiaty w przeszłości, zwłaszcza w epoce wiktoriańskiej, gdy w złym tonie było publiczne okazywanie uczuć, stały się bardzo unikalnym środkiem wyrazu tego, czego otwarcie nie można było powiedzieć. Korzenie pod nową dziedzinę, niektórzy odnajdują w czasach Imperium Osmańskiego, gdy według legend, ambasador na dworze Franciszka I, niejaki Oghiera Ghiselin de Busbecq sprowadził tulipany, na punkcie, których ówczesne społeczeństwo dostało istnej obsesji. W Europie Zachodniej floriografią (z ang. floriography) zaczęto się interesować dzięki dwóm osobom.
Pewnie barwniejszą z nich była Lady Mary Wortley Montagu, która zasłynęła chociażby tym, iż pod wpływem przebytej ospy, postanowiła wszczepić wirusa swoim dzieciom, co w tamtejszych czasach, poczytywano za akt szaleństwa. Arystokratka została żoną brytyjskiego dyplomaty w 1716 roku oddelegowanego do Stambułu. Pomimo jedynie kilku miesięcy spędzonych w otoczeniu arabskiej kultury, udało się opisać tamtejsze obyczaje i przywieść do Anglii symbolikę flory. Dekadę później nieco szerszej wiedzy o pachnącym języku dostarczył Seigneur Aubry de la Mottraye. Mężczyźnie udało się na emigracji w Turcji, zgłębić technikę komunikowania się za pomocą kwiatów, co opisał w swoich francuskich pamiętnikach wydanych w 1727 roku. Publikacja dobyła sobie sporą popularność przede wszystkim w Anglii. Niemniej to nie ta pozycja sprawiła, że kilka dziesięcioleci później, bukiet stał się miłosnym kodem zakochanych. Pierwszy słownik kwiatowy opublikowano w książce zatytułowanej „Abécédaire de flore, ou Langage des fleurs” z 1810 roku. Niemniej najbardziej rozpoznawalnym dziełem floriograficzmym z tamtego okresu jest „Le Language des Fleurs”.

Marie Sophie Charlotte de La Tour d'Auvergne (1729-1763)
(autorka książki Le Language des Fleurs”)
Książka stosunkowo szybko zawędrowała do Anglii, gdzie dokonano jej przekładu. Stąd był już tylko krok, by ta nowa forma wyrazu, trafiła na wiktoriańskie salony. Z tworzeniem wiązanek trzeba było bardzo uważać, gdyż nie liczyła się jedynie symbolika gatunku, ale również kolor płatków, czy ułożenie konkretnych roślin względem siebie. Ten zabieg dawał możliwość przesyłania bardzo wielu unikalnych treści. Z biegiem czasu, wraz z pojawianiem się coraz to nowszych znaczeń, tworzenie bukietów stało się wielką sztuką. Ten temat stał się inspiracją dla Vanessy Diffenbaugh, która w swojej debiutanckiej powieści zawarła całą masę odniesień, do dziś już nieco zapomnianej symboliki, mającej w sobie sporą dozę delikatności.
Bazylia - roślina utożsamiana z nienawiścią
(fot.Francisco Manuel Blanco)
Victoria Jones właśnie osiągnęła dorosłość i została wypchnięta w szpony nieprzyjaznej rzeczywistości. Przejście przez trzydzieści dwie rodziny zastępcze nauczyły ją, by nikomu nie ufać. W momencie, gdy opuszcza z jednej strony wrogi, ale równocześnie znajomy, dom dziecka jest totalnie zdezorientowana. Dziewczyna reaguje na nowe życie narastającym buntem. Początkowo odrzuca daną jej szansę na poprawę losu, ale pewnego dnia, za sprawą przypadkowego spotkania z kwiaciarką, szczęście znów się do niej uśmiecha. Wydawałoby się, że czytelnik będzie świadkiem istnej sielanki, ale pomimo sprzyjających okoliczności i uczynnych ludzi, których bohaterka ma u boku jest coś, co każe nastolatce uciekać w tylko jej znany, tajemniczy świat roślin. Niebawem pojawia się ktoś znający ten szyfr i starający się przebić mur od lat budowany przez młodą kobietę.
Powyższa pozycja pokazuje problem adopcji w sposób nieco odmienny od tego, jaki obserwujemy zazwyczaj w książkach o tej tematyce. Mamy tu, co prawda ofiarę państwowego systemu opieki, ale od pierwszych stron możemy pałać do niej szczerą antypatią. Arogancja i bezmyślność zachowania każe nam się zastanowić czy Victoria sama nie skazała się na los, z którego konsekwencjami właśnie musi się mierzyć. W pewnej chwili jednak uważny obserwator stwierdza, iż często grubiańskie zachowanie jest spowodowane ogromnym strachem, jaki florystka wyniosła z dzieciństwa. Na zasadzie retrospekcji powoli poznajemy tajemnicę jej mechanizmów obronnych i tego, dlaczego młoda dziewczyna znajduje ukojenie wśród zielonych liści.
Książka podejmuje bardzo ważny problem odpowiedzialności za drugiego człowieka. Elizabeth decydując się na adopcję dziewięcioletniej Victorii, początkowo nie podejrzewa, iż ją samą skłoni to, do analizy swojej relacji z siostrą. Choć kobiety mieszkają obok siebie, to wydaje się, że bardzo ciężko będzie zażegnać konflikt pielęgnowany przez lata. Przyszła mama obawia się, czy uda jej się wychować przysposobioną córkę bez wsparcia bliskich dając jej miłość, której dawno nie zaznała. Wracając jednak do dorosłej już Victorii, to doskonale widzimy, czym może się skończyć brak okazywania ciepłych uczuć. Zwykło się uważać, że rodzice są głównie od wytyczania granic i strofowania, tymczasem Vanessa Diffenbaugh stara się nakreślić, do czego może prowadzić brak akceptacji w stosunku do dorastającego człowieka. Nie chodzi tu o fałszywie pojmowaną nadopiekuńczość, a raczej o znalezienie idealnych proporcji pomiędzy wsparciem, a wpajaniem zasad. Nastolatka na każdy pozytywny gest reaguje paniką, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, jaki, klimat panuje w domach dziecka. Sekretny język kwiatów stanowi tu swoistą przeciwwagę do trudnych wspomnień.
(fot. Alvesgaspar)
Książka jest pisana dość prostym językiem, co budzi pewne kontrowersje. Jak autorka tłumaczy w jednym z wywiadów, początkowo fabuła była skierowana do młodego odbiorcy, niemniej w trakcie pisania, gdy na pierwszy plan wyszedł problem odpowiedzialnego macierzyństwa, koncepcja została zmieniona. Moim zdaniem, ten zabieg w pewnym sensie podkreślił kontrast pomiędzy widzeniem świata przez malca oraz dorosłego człowieka. Coś, co wybaczylibyśmy słodkiej dziewczynce, bardzo drażni nas w dorosłej kobiecie. Myślę, że to sprawia, iż część czytelników nie doczyta tej książki do końca.
Choć symbolikę floriograficzną odnajdujemy już u Szekspira, to jednak d0piero „Sekretny język kwiatów” tworzy z niej jeden z kluczowych elementów fabuły, bez którego niesamowicie trudno byłoby odczytać emocje bohaterki. Autorka umiejętnie wplata konkretne, znaczenia zwracając równocześnie uwagę, iż każda roślina może być interpretowana na wiele sposobów. Zainteresowani na końcu książki znajdą unikalny mini słowniczek kwiatowy, który pomoże im stworzyć własne bukiety z wiadomościami.
Jeśli macie ochotę na słodko-gorzką powieść wymykającą się wszelkim schematom, mającą w sobie zarówno urok opowieści osnutej wśród winorośli, jak również bolesną prawdę, jak okrutne tajemnice mogą zniszczyć życie i wpłynąć na przyszły los, to nie powinniście się zastanawiać czy dać szanse tej lekturze.



***
Tekst powstał w ramach Dyskusyjnego Klubu Książki realizowanego przez Gminną Bibliotekę Publiczną we Frysztaku.


Opinia bierze udział w wyzwaniu bibliotecznym