Ads 468x60px

niedziela, 12 stycznia 2014

Waldemar Smaszcz - Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach

Auror: Waldemar Smaszcz  
Tytuł: „Serce nie do pary. O księdzu Janie Twardowskim i jego wierszach” 
Wydawnictwo: Erica
ISBN: 978-83-641-18508-3
Data wydania: 6 listopada 2013
Liczba stron: 352
Jan Twardowski urodził się 1 czerwca 1915 roku w Warszawie, choć dużo bardziej czuł się mieszkańcem jakiegoś urokliwego miasteczka, gdzie czas płynie wolniej. Duże znaczenie dla przyszłej twórczości miała nauka w Gimnazjum im. Tadeusza Czackiego, gdzie młodzieniec odkrył swój dotąd ukryty talent poetycki, który szlifował pisząc dla niezwykle znanej gazety międzyszkolnej „Kuźnia Młodych”. Stąd pozostał tylko krok, do studiów polonistycznych, gdzie przyszły kaznodzieja napisał pracę magisterską analizującą „Godzinę Myśli” Słowackiego. Lata wojenne wywarły duży wpływ na mężczyznę, choć rzadko o tym wspominał. Pisał jednak w mniej znanych wierszach.
Wszystko potrzebne było – i rozstanie,
młodość wesoła, zwątpienia i trud,
i nawrócenie nagłe i powstanie
i okupacja i dziurawy but.

Wszystko potrzebne było – i te lata
dzieciństwa mego, gdyśmy biegli w sad,
walc przy jabłonkach, kujawiak przy kwiatach,
i ogień wojny nadzieje i grad.

Wszystko potrzebne było – chłód w celi
i noc jezdni, gdziem na jezdni spał,
i ci, co w boju koło mnie ginęli,
gdy mnie omijał najcelniejszy strzał.
[…]
Ks. Jan Twardowski Wszystko potrzebne było…

W czasie konfliktu coraz większe znaczenie zaczęło mieć powołanie kapłańskie. Po nauce w tajnym kursie Seminarium Duchownego w Warszawie, 4 lipca 1948 roku Jan Twardowski przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa Wacława Majewskiego. W tym momencie świat poznał nowego poetę, który pragnął ewangelizować, choć na początku czuł potrzebę rezygnacji, by całkowicie poświęcić się Kościołowi. Dopiero po pewnym czasie, kleryk dostrzegł, iż wierszem można trafić do tych, którzy nie uważają się za wierzących lub poszukują odpowiedzi. Tomiki czytali Jan Paweł II nie szczędząc im ciepłych słów oraz urzeczeni fani autora. Dla mnie było niemałym zaskoczeniem, gdy poznawałam pierwsze wiersze, był przekaz utworów, co prawda odwołujący się do religii, ale unikający ostrego moralizatorstwa, zwracając uwagę na cud aktu stworzenia. Trudno w to uwierzyć, ale sam twórca uważał swoje umiłowanie do tworzenia za słabość, więc poświęcał na pisanie jedynie dwa wakacyjne miesiące. Z jednej strony uważam, że osoby wierzące, patrząc głębiej na wymowę treści, inaczej ją zrozumieją, ale przeczytać i zachwycić się liryką mogą wszyscy.
Zwykło się uważać, iż poezja to coś dla wybranych. Proza wydaje się dużo bardziej przystępna dla przeciętnego czytelnika, niż nawet najwybitniejszy utwór liryczny. Wiersze są bardziej kameralne i może przez tę wyjątkową cechę, często przedstawiają to, co wzniosłe i piękne. Szymborska, Herbert, Miłosz czy Różewicz udowodnili, że nawet z niezwykle specyficznym i często intymnym przekazem, można trafić do szerokiego grona odbiorców. Niemniej ja zawsze sięgając po kolejny tomik zastanawiam się, czy powinnam pisać o emocjach, które mi towarzyszyły w trakcie czytania. Tym razem jednak, mając przed sobą biografię kogoś tak szczególnego, jak ks. Jan Twardowski, wiedziałam, że przyjdzie mi zmierzyć się z czymś dla mnie bardzo intymnym – moją wiarą. Próby przybliżenia osoby księdza – poety dokonuje Waldemar Smaszcz, któremu dane było poznać bohatera osobiście.
Autor w znacznej części swojej publikacji skupia się na analizie literackiej utworów księdza – poety. Zaczyna od samego początku, ukazując zafascynowanie przyrodą, by przedstawić wiersze, które są nieco mniej znane, aż po te inspirowane posługą duszpasterską oraz adresowane do najmłodszych czytelników. Krytyk umieszcza lirykę ks. Twardowskiego w kanonie literatury. W książce jest również sporo miejsca na wspomnienia z wywiadów i spotkań autorskich ze skrytym pod „niewyjściową” sutanną, skromnym człowiekiem. Pod koniec lektury poczułam żal, iż niedane mi było doświadczyć osobistego kontaktu z Księdzem, który potrafił w każdej chwili otworzyć swój „Niecodziennik” i rozładować napięcie.
Pod względem merytorycznym pozycja jest rzetelna i kompletna, ale niestety do samego wydania można mieć kilka zastrzeżeń edycyjnych. Na pierwszych kilkudziesięciu stronach można spotkać sporadyczne podwójne podziały wersów, co lekko utrudnia poznawanie treści. Kwestią gustu jest też spora ilość fotografii archiwalnych, niestety ukazanych w małym formacie. Warto jednak przymknąć oko na tę niedogodność, by poznać wyjątkową poezję, która przemawia do odbiorcy swoistą prostotą i pięknem przekazu.
***
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Portalowi Sztukater.pl

  http://sztukater.pl/

Opinia bierze udział w wyzwaniu Polacy nie gęsi

http://soy-como-el-viento.blogspot.com/2013/10/wyzwanie-polacy-nie-gesi-edycja-druga.html