![]() |
Autor: Czesław Białczyński
Tytuł: „Mitologia słowiańska. Księga tura" Wydawnictwo: Baran i Suszczyński ISBN: 8385109277
Rok wydania: 2000
Liczba stron: 314 |
Od pewnego czasu jestem zainteresowana mitologią słowiańską.
Nie ukrywam, iż główną sprawczynią takiego stanu rzeczy jest Barbara (autorka
bloga Tam, gdzie mieszkają
Wookies!), która w swoich tekstach często odwołuje się do różnych wyznań i
systemów filozoficznych. Po którymś z jej wpisów, zdałam sobie sprawę z pewnej
gorzkiej prawdy. Polacy uwielbiają legendy, zwłaszcza te, z naszego punktu
widzenia, stosunkowo egzotyczne, jak pochodzące z dalekiej północy, Azji,
Bliskiego Wschodu czy Afryki. A co wiemy o naszych praprzodkach – Słowianach?
Przeciętny przechodzień umiałby bez trudu opowiedzieć legendę o smoku
wawelskim, ale z wyjaśnieniem jej genezy miałby już spory problem. Jest to,
niestety, kolejny dowód na prawdziwość stwierdzenia „Cudze chwalicie, swego nie
znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Chcąc nieco zaprzeczyć tym słowom,
zajęłam się żmudnymi poszukiwaniami jakiejś pozycji, która mogłaby mnie,
zwykłemu laikowi, przybliżyć dawne wierzenia i kulturę ludności, która żyła na
terenach Polski prawie tak dawno temu. Okazało się, że nie jest to takie
proste, ale w końcu natrafiłam na interesującą mnie pozycję. Wpadłam z deszczu pod rynnę, gdyż książka,
którą chcę przedstawić jest jednym z
najbardziej kontrowersyjnych zbiorów legend, jakie zostały wydane w naszym kraju.
![]() | |
Zdjęcie na licencji GPL |
Czesław Białczyński jest kojarzony jako pisarz SF i
scenarzysta. Jego dokonania są imponujące, zwłaszcza jeśli chodzi o produkcje
telewizyjne. Coś co szczególnie wyróżnia tego autora to miłość do wszystkiego
co słowiańskie. Od ponad 20 lat studiuje prehistorię Słowian, czego wynikiem
był pomysł na czterotomowy zbiór legend o ich wierzeniach. Jak dotąd nakładem
wydawniczym wyszła pierwsza część cyklu „Mitologia słowiańska. Księga Tura”,
która już na starcie wzbudziła ogromne
kontrowersje, zarówno w świecie naukowym, jak i pośród zwykłych
czytelników.
Pozycja jest podzielona na kilkanaście rozdziałów, zwanych tajami,
mających w pewien sposób usystematyzować i w przystępny sposób przedstawić
mitologię i kulturę naszych przodków. W praktyce okazuje się, że ten zabieg
poniekąd zmusza czasami do kilkukrotnych powrotów do opisu konkretnego bożka
czy wydarzenia, co bywa niekiedy nużące. Głównym źródłem krytyki są przypisy do
tekstu oraz treść. Dopiski są umieszczone na końcach rozdziałów i mają
charakter trójstopniowy (informacje ogólne – treści dodatkowe – bibliografia),
co wbrew pozorom nie daje całkowitej wiarygodności materiałowi wykorzystanemu w książce. Nawet
ktoś mało zorientowany może chwilami odnieść wrażenie, iż autor idzie za daleko
w swoich tezach. Zwraca na to również uwagę środowisko zajmujące się istotą
religii naturalnej. W trakcie czytania targało mną mnóstwo wątpliwości. Być
może, gdyby autor skupił się bardziej na wąskim spektrum omawianych zagadnień,
nie czułoby się tych wątpliwości, a tak poza treścią zasadniczą, mamy również
jej alternatywne wersje. Odnośniki historyczne były dla mnie całkowicie
przydatne, ale już lingwistyczne tłumaczenie konkretnych rzeczowników na
wszystkie języki słowiańskie, wydało mi się całkowicie bezzasadne. Duża ilość
informacji zawartych na nieco ponad trzystu stronach, zmusza do maksymalnego
wytężenia wzroku, co stanowi spory mankament.
Generalnie różnie można ocenić publikację Białczyńskiego. Ci,
którzy szukają rzetelnych faktów, będą musieli przebić się przez gąszcz
przypuszczeń, jednak dla przeciętnego czytelnika, który potraktuje tę książkę wyłącznie
jako powieść fantastyczną, inspirowaną podaniami słowiańskimi, może się to
okazać wartościowa lektura.