Ads 468x60px

środa, 12 lutego 2020

Oleh Poliakov - Niewolnice i przyjaciele pani Tekli



Autor:  Oleh Poliakov
Tytuł: „Niewolnice i przyjaciele pani Tekli"
Tytuł oryginału: Рабині й друзі пані Векли
Tłumaczenie:  Wasilij Miskov
Wydawnictwo: Anagram
ISBN: 978-83-65554-45-1
Data wydania: 24 maja 2019
Liczba stron: 315
Seria wydawnicza: Proza Świata
Jak niektórzy z Was wiedzą czuję jakąś dziwną więź z kulturą naszych wschodnich sąsiadów. Co prawda moja rodzina nie wywodzi się z Kresów Wschodnich, ale Galicyjska jesień Literacka, w której miałam okazję dwukrotnie uczestniczyć, uświadomiła mi, że tak naprawdę nie znam żadnej książki z literatury ukraińskiej. Pewnie ta niewiedza nie doskwierałaby aż tak bardzo, gdyby nie fakt, że w zeszłym roku spotkanie z twórcami po prostu mi umknęło. Gdy po czasie zorientowałam się, co się stało, ze zdumieniem poczułam jakąś wewnętrzną pustkę, którą zapełnić mogła jedynie proza pochodząca od naszych wschodnich sąsiadów. Na szczęście, kilka tygodni później wydawnictwo Anagram zwróciło się do mnie z pytaniem, czy nie chciałabym przeczytać Niewolnic i przyjaciół pani Tekli Oleha Poliakova. Poznałam opis wydawcy i stwierdziłam, że choć na co dzień nie czytam literatury fantasy i science fiction, to tęsknota za tym, co nieznane jest we mnie silniejsza niż niepewność wynikająca z poszerzania swoich granic literackich.

Przenieśmy się, więc w niedaleką przyszłość gdzieś na obrzeża Kijowa, gdzie przed drzwiami dziwnie wyglądającej restauracji o nazwie „Cząstki elementarne” stoi pierwszy z dwójki narratorów naszej historii. Artem – bo tak ma na imię zdenerwowany delikwent – właśnie jest przed najważniejszą rozmową kwalifikacyjną w swoim życiu. Stres mężczyzny jest tym większy, że sama oferta pracy, na którą odpowiedział, nie zawierała danych odnośnie do zakresu jego przyszłych obowiązków jako eksperta do spraw marketingu oraz (jak przekona się nieco później) kogoś na kształt dyrektora wykonawczego z funkcją menadżera. Pomimo przemyślenia wielu potencjalnych wariantów, Artek i tak doznaje niemałego zdziwienia, kiedy po przekroczeniu drzwi restauracji czeka na niego niejaka pani Tekla, która zamiast pytać przyszłego pracownika o doświadczenia zawodowe, zmusza go do ciągłego picia whisky i wznoszenia coraz bardziej dziwnych toastów. Na skutek tej zakrapianej ,,rozmowy”, mężczyzna budzi się następnego ranka w jednym z kijowskich apartamentowców. Ku jego zdumieniu z kuchni wychodzi jego nowa szefowa ze śniadaniem, witając go w jego nowym mieszkaniu. A gdzie w tym wszystkim haczyk? W kilka dni później Artem znajduje go w skrzynce mejlowej, gdzie w wiadomości od Tekli dostaje treść swojego pierwszego zadania, które dla trzeźwo myślącego PR-owca jest misją niemal niemożliwą.

"glass and more!!" by ..:: Me Is Me ::.. is Back :) is licensed under CC BY 2.0 cc-iconby license icon


W tym samym czasie w innej części miasta rusza budowa luksusowego osiedla mieszkalnego o nieco poetyckiej nazwie Marzenia Średniowiecza. Pomysłodawczynią i główną inwestorką projektu jest nasza druga przewodniczka po nieco futurystycznej Ukrainie. Tamę poznajemy w chwili, kiedy wspomina chyba najbardziej traumatyczne wydarzenia w swoim życiu. Choć trudno w to uwierzyć, kilkanaście lat wcześniej ta piękna dziewczyna była szarą nastolatką ze sporą nadwagą, którą gnębiono w szkole. Pewnego dnia, po dość okrutnym incydencie na lekcji chemii, Tama postanowiła nie tylko już nigdy nie spotkać się ze swoimi oprawcami, ale także przenieść się do ojca, który wiele lat temu porzucił ją i matkę dla kochanki o takim samym imieniu jak jego własna córka. Ta dziwna okoliczność sprawiła, że dorastająca Tamara już na zawsze została Tamą, która irracjonalnie była dla swojej mamy przypominajką o istnieniu „tej drugiej” nawet po śmierci rywalki. Po tym wszystkim rodzicielka z niejaką ulgą wysłała swoje jedyne dziecko w kilkusetkilometrową podróż obskurnym pociągiem do taty, który coraz skuteczniej popadał w alkoholizm. Gdy Tama dotarła na miejsce spotkała pewnego staruszka, który w dziwny sposób wpłynął na jej życie. Co dokładnie przydarzyło się Tamie, że młoda kobieta znajduje się na szczycie tego oczywiście Wam nie zdradzę. Musicie przeczytać o tym sami, a częściowo sobie dopowiedzieć.

Jak wcześniej wspomniałam, sięgnęłam po Niewolnice i przyjaciół pani Tekli pod wpływem impulsu, ale nawet gdybym wybrała tę książkę po głębokim zastanowieniu, pewnie nie obroniłabym się od ogromnego zdumienia, które ogarnęło mnie już po przeczytaniu kilku stron. Oleh Poliakov jak na debiutanta okazał się tak odważnym – zarówno w zaproponowanej formie jak i podjętej tematyce społeczno-politycznej - że niejeden satyryk mógłby się od niego uczyć. Ukraiński pisarz nie zawahał się, bowiem w swoim debiucie literackim, wziąć po prostu rzeczywistość swojego kraju, a następnie odbić ją w krzywym zwierciadle ironii i groteski, by na koniec przejechać to wszystko niczym walec drogowy. W efekcie czytelnik otrzymuje modernistyczną opowieść, gdzie losy dwóch narratorów to tylko pretekst do ukazania realnych problemów. W tym miejscu, muszę Wam wyznać, że Olech Poliakov jest dla mnie ukraińskim następcą naszego Witolda Gombrowicza, lecz ze zdecydowanie mniejszym doświadczeniem.


"Flying Beds - The Hull Boat" by Jeremy Levine Design is licensed under CC BY 2.0 cc-iconby license icon

Nim jednak przejdziemy do małej analizy kilku głównych motywów powieści trzeba podkreślić, że Niewolnice i przyjaciele pani Tekli to książka pierwotnie przeznaczona raczej dla osób, które orientują się w meandrach współczesnej polityki ukraińskiej. Czy wobec tego polski czytelnik, kojarzący naszych wschodnich sąsiadów głównie z relacji o pomarańczowej rewolucji lub trudnych relacjach z Rosją znajdzie tu coś dla siebie? Wbrew pozorom odpowiedź na to pytanie jest jak najbardziej twierdząca. Fabuła powieści Oleha Poliakova pokazuje, że tak naprawdę Polska i Ukraina mają współcześnie bardzo zbliżone problemy, z którymi muszą się zmagać. Mimo to bardzo żałuję, że Poliakov nie zdecydował się, żeby skierować kilka słów osobistego komentarza do polskiego odbiorcy.

W Niewolnicach i przyjaciołach pani Tekli ukraiński prozaik skupia się m.in. na ukazaniu, w jaki sposób współczesne media i prądy społeczne kształtują nasz światopogląd. Klub długonosych ślicznotek jak w krzywym zwierciadle odbija to, co w Ferdydurke Gombrowicz nazwał „gębą”. Polski pisarz nie mógł nawet przez moment przypuszczać, że kilka dekad po jego śmierci ktoś powróci do podejmowanych przez niego kwestii, ale już w dużo bardziej globalnym kontekście. Wykreowana przez Poliakova opowieść, nie jest przecież niczym innym jak nieco przejaskrawionym obrazem naszej rzeczywistości. Żyjemy, bowiem w czasach, gdzie z jednej strony słyszymy, że każdy z nas jest wyjątkowy i powinien to podkreślać, a z drugiej przejawy „inności” są bezdusznie tłumione. To świat, gdzie w jednym dniu możesz zostać bohaterem narodowym, by dzień później stać się dla wszystkich zdrajcą. Obserwowani przez nas bohaterowie nie wiedzą już kim są i nieco po omacku balansują pomiędzy modernizmem, a tradycją.

"Red nose" by Roger Lo is licensed under CC BY-NC-ND 4.0 cc-iconby license iconnc license iconnd license icon


Tutaj Poliakov dość płynnie przechodzi do przedstawienia pewnego rozdarcia ukraińskiego społeczeństwa. Twórca zderza więc świat kijowskiego luksusu z nędzą prowincji, gdzie są tacy, którzy nie mają dostępu nawet do bieżącej wody. W związku z powyższym, trudno dziwić się, że podczas, gdy jedni dążą do nieskrępowanej wolności, inni podświadomie szukają poczucia bezpieczeństwa w czymś na kształt pozornie łagodnego autorytaryzmu (o ile taki w ogóle istnieje). Myślę, że ten dualizm jest dość bliski wszystkim krajom z byłego bloku wschodniego. W tym aspekcie ciekawym wątkiem jest poruszana w fabule „Niewolnic i przyjaciół pani Tekli” kwestia tożsamości narodowej. Oleh Poliakov z jawnym sarkazmem pisze, że przymiotnik narodowy nabrał dziś dziwnie szerokiego znaczenia. Narodowe są już nie tylko barwy flagi czy hymn, ale także deski ze starej chaty i wzorki na zasłonach. W książce znajdziemy również kuriozalną oraz nieco przerażającą scenę, w której jeden z bohaterów wpada na pomysł, że zbije majątek na tworzeniu kalendarzy idealnych przedstawicieli danych miast i okręgów cyfrowo analizując zdjęcia mieszkańców, a następnie wyciągając pewną średnią z pozyskanych danych.


Jeśli chodzi o aspekt ściśle literacki, Niewolnice i przyjaciele pani Tekli to powieść niezwykle wymagająca i niejednoznaczna. Trzeba podkreślić, że książka ma bardzo rwaną fabułę. Osobiście uważam, że prawdopodobnie nie jest to wina samego autora, a wydawcy, który nie mógł sobie pozwolić na wydanie dużo obszerniejszej publikacji. Ostatecznie dostajemy, więc treść, gdzie najważniejszy przekaz zostaje zachowany, ale kilka naprawdę świetnych wątków przerwano w połowie. Najbardziej było mi żal, że ukraiński autor nie napisał więcej o losach wyspy Eden, która oferuje swoim najbogatszym mieszkańcom dryfowanie dookoła świata bez konieczności porzucania swoich bogatych posiadłości. Futuryzm widać, więc na kartach powieści, przede wszystkim w opisie przestrzeni, która jest bardzo plastyczna. Czytelnik, obserwując chociażby ważny dla fabuły pokaz mody, ma wrażenie, że uczestniczy w trójwymiarowym widowisku. Zresztą powieść porusza również problem zatracenia się człowieka w nowoczesnych technologiach.

 Główni bohaterowie są wewnętrznie sprzeczni, co sprawia, że trudno jest w jakikolwiek sposób się z nimi utożsamić. Sama postać Tekli jest niejako tylko formą, w której Oleh Poliakov bawi się w pewien sposób stereotypami uwspółcześnionej Baby Jagi, bizneswoman i mniszki, co wywołuje w czytelniku poczucie dziwnego niepokoju, który znamy choćby z klasycznych powieści gotyckich. W tym aspekcie niebagatelną rolę odgrywa niezwykle trudny w odbiorze, ale równocześnie ciekawy przekład książki dokonany przez Witalija Miskova. Tłumacz postarał się o to, by znaleźć w języku polskim takie określenia, które mogą być różnie interpretowane, co jeszcze wzmaga niepewność.  Może właśnie dlatego puenta, aż tak bardzo zaskakuje. Równie problematyczna jest klasyfikacja gatunkowa książki. Chociaż Niewolnice i przyjaciele pani Tekli są zaliczane do powieści science fiction to przy odrobinie dobrej woli możemy uwzględnić ją także w nurcie realizmu magicznego.
  
Image by paparutzi is licensed under CC BY 2.0 cc-iconby license icon

Podsumowując, książka Niewolnice i przyjaciele pani Tekli to powieść dla ambitnego odbiorcy, który nie szuka w literaturze łatwej linearnej fabuły. Dla mnie. jako czytelniczki, która rzadko sięga po fantastykę, była to podróż zarówno trudna jak i intrygująca. Kochając realizm magiczny, mam pełną świadomość, że ta powieść mogłaby być dla mnie świetnym wstępem do poznania nowego gatunku, gdyby nie fakt, że mam wrażenie, iż Oleh Poliakov nie pokazał nam jeszcze wszystkiego. Może dlatego z ciekawością będę śledzić kolejne jego kroki na polskim rynku.



***

Za egzemplarz recenzyjny serdecznie dziękuję wydawnictwu Anagram.                               


Opinia bierze udział w #WBBINGO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do komentowania. Czuj się jak u siebie i pisz co myślisz, nie bądź jednak wulgarny/a ani chamski/a. Będę wdzięczna za każdy komentarz.
P.S SPAM będzie bezceremonialnie usuwany. Jeśli chcesz polecić mi jakąś stronę, skorzystaj proszę z zakładki kontakt u góry strony i wypełnij tam odpowiedni formularz.