„W życiu są ludzie i są miejsca, do których wracamy wiele razy i zachwycamy się nimi na nowo”
Dziś będę nieco archaiczna i zabiorę Was w bardzo szczególne dla mnie miejsce. Wszystko za sprawą Tygodnia Bibliotek, który już po raz kolejny miał na celu propagowanie korzystania z wypożyczalni i docenianie ich działań literacko-kulturalnych. W tym roku hasłem przewodnim były słowa „Czytanie łączy pokolenia”. Namacalnym dowodem na prawdziwość tego stwierdzenia był dla mnie sobotni wieczór, nim jednak przejdę do szczegółów, pragnę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami, gdyż uważam, że lokalne księgozbiory w dzisiejszych czasach są niedoceniane.
Współczesny
odbiorca szuka nowości książkowych, niemniej jednak coraz częściej zwraca się
uwagę na to, że jednym z nielicznych miejsc, gdzie możemy zapoznać się z
klasykami literatury, są właśnie biblioteki. Same wypożyczalnie są coraz
bardziej nowoczesne i często posiadają swoje cyfrowe zasoby.
Moja gminna czytelnia jest niesamowicie
klimatyczna, Czuć tam wręcz niespotykaną miłość do słowa pisanego. Ważny jest czytelnik w każdym wieku, o czym
świadczy spora, jak na możliwości tej placówki, ilość podejmowanych inicjatyw
skierowanych do osób w każdym wieku. Znajdują tu coś dla siebie zarówno
rozbrykane przedszkolaki, jak również wymagający dobrej literatury seniorzy.
W ramach Nocy Bibliotek, Gminna Biblioteka we
Frysztaku otworzyła swoje drzwi dla trzech pokoleń odbiorców i udowodniła, że
hasło przyświecające tegorocznemu wydarzeniu nie jest pustym sloganem. W
sobotni wieczór zebrała się całkiem spora ilość mieszkańców, by przeżyć
wyjątkowe chwile w towarzystwie książek. Trzeba przyznać, iż bardzo szybko
sprawdziły się słowa witającej swoich gości Pani Dyrektor Jolanty Zarszyńskiej,
która już na wstępie zapewniła obecnych, że głównym celem jest zjednoczenie
wszystkich fanów książki w wyjątkowej „czytelniczej rodzinie”. Nie było więc
mowy o nudzie. Z mozołem wszyscy razem
ciągnęli Tuwimowską „Rzepkę”, a później
nadszedł czas dla maluchów, które obejrzały bajki, które oczywiście promowały
czytelnictwo, bo trzeba powiedzieć sobie szczerze: nikt bardziej nie zachęci
młodego czytelnika do wizyty w bibliotece niż Miś Uszatek. Dorośli również
mogli spróbować swoich sił w kalamburach, gdzie wiedza o książkach była bardzo
pomocna. Dla wielbicieli muzyki filmowej był również minikonkurs. Wszystkich
rozbawiły gawędy góralskie, a wieczór uwieńczył seans filmowy, gdzie książka
pełniła niebagatelną rolę „podtrzymania poziomu” w pewnym mieszkaniu, co
udowadnia, że książka telefoniczna ma wiele unikalnych zastosowań. Każdy
czytelnik nie wyszedł oczywiście bez nowej pozycji do swojej domowej
biblioteczki.
W
ten wyjątkowy sobotni wieczór przekonałam
się, że wcale nie potrzeba wielkich pisarzy, by stworzyć wyjątkowe wydarzenie
kulturalne. Wystarczy tylko garść pasji i miłość do słowa pisanego. I ludzi,
którzy w książce widzą specyficznego przyjaciela.