Ads 468x60px

niedziela, 14 sierpnia 2016

Książkowy stosik z innej perspektywy

Stosiki książkowe lubi chyba każdy. W moim przypadku jest tak, że nie mogę się pochwalić wyjątkowo rozbudowaną biblioteczką. Nigdy nie napisałam maila do żadnego wydawnictwa z prośbą o stałą współpracę, ale od czasu do czasu korzystam z pojedynczych propozycji.  Poza tym, pisanie dla portalu Z kamerą wśród książek w pewnym stopniu zaspokaja mój apetyt na nowości. Jako, że jestem gorącą zwolenniczką korzystania z bibliotek, zawsze mam co czytać. Niemniej około dwa razy do roku korzystam z księgarni internetowych. Kupuję wówczas ściśle wybrane tytuły, które zwykle są droższe od większości pozycji na rynku, co jest wynikiem mojej niewytłumaczalnej słabości do wielostronicowych „cegiełek”. Promocje staram się omijać szerokim łukiem, bo wierzę, że liczy się jakość posiadanych woluminów, a nie ich ilość. Choć może to tylko kwestia ograniczonych funduszy, bo jak żartują moi bliscy, gdybym została milionerką, to jest niemal pewne, że zbudowałabym największą bibliotekę w okolicy. Cóż, nie wykluczam takiej ewentualności… Niemniej na razie nie mam w sobie żyłki profesjonalnego kolekcjonera. Książki traktuję zwykle jednorazowo, by po lekturze oddać je w lepsze ręce, nie żądając zwrotu. Oczywiście mam na półce również tytuły, które są swoistym wyjątkiem od tej reguły, lecz jest ich stosunkowo niewiele.
W związku z powyższym nie mam pojęcia, dlaczego mój księgozbiór ciągle się rozrasta. To jednak zaledwie od kilku do kilkudziesięciu książek rocznie. Dziś przybywam do Was z wyjątkowym stosikiem kwartalnym, który idealnie obrazuje mój aktualny gust czytelniczy. Niektórzy bibliofile mówią „Pokaż mi, co czytasz, powiem Ci, kim jesteś”. A więc jaka jestem? Zobaczcie sami.

sobota, 6 sierpnia 2016

Roma Ligocka - Dobre dziecko

Autor: Roma Ligocka
Tytuł: ,,Dobre dziecko"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
ISBN: 978-83-08-04866-5
Data wydania: 29 listopada 2012
Liczba stron: 294
Na okładce książki „Dobre dziecko” Romy Ligockiej możemy przeczytać:
Okazało się, że wspomnienia - szczególnie te bolesne - mają swoje warstwy i nie wszystkie można odkryć naraz. To, o czym mówię w tej książce, było tak głęboko poruszające, wstydliwe i trudne, że potrzebowałam wielu lat, by dojść do momentu, w którym mogę o tym pisać”. 
Już po przeczytaniu wspomnianego fragmentu czytelnik, który wie z „Dziewczynki w czerwonym płaszczyku” o tym, że pisarka przeżyła holokaust, zadaje sobie pytanie, co mogło być na tyle traumatyczne, iż potrzebne było tyle czasu, by autorka mogła się z tym zmierzyć.
Rok 1950. Polska powoli podnosi się z pożogi II wojny światowej. Jednak codzienność mieszkańców wcale nie jest łatwa. Wciąż występują choćby problemy ze zdobyciem żywności, a strach przed nową władzą jest niemal wyczuwalny. Niemniej życie większości ludzi powraca do względnej normalności. Niespełna trzynastoletnia Roma mieszka wówczas w niewielkim, krakowskim mieszkaniu wraz ze swoją mamą Teofilą. Narratorka wkracza właśnie w trudny wiek dorastania, gdy niezwykle ważne jest odnalezienie się w gronie rówieśników. Tymczasem nastolatka czuje się inna niż wszyscy. Wszak jest Żydówką i nie może uczestniczyć w większości wydarzeń, które są codziennością dla jej koleżanek, które spychają ją tym samym na margines. Może jest to poniekąd również kwesta tego, że dziewczyna jest dość skryta, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę traumatyczną przeszłość, która czasem powraca w nocnych koszmarach. Roma znajduje pewne ukojenie w czytaniu książek i rysowaniu, lecz skrywane troski i problemy wciąż narastają. Pewnego dnia cały świat przyszłej malarki jeszcze bardziej się komplikuje. Dzieje się tak w chwili, kiedy całkowitym przypadkiem odnajduje tajemniczy list, należący do matki.